czwartek, 30 grudnia 2010

Świąteczne czytanie

W okresie świątecznym na czytanie niewiele mamy czasu – najpierw porządki, przedświąteczne przygotowania, gotowanie, pieczenie, pichcenie i siedzenie w w kuchni, a potem to już Wigilia, święta, które zwykle spędza się w rodzinnym gronie, może na rozmowach, odwiedzinach, wspólnym spędzaniu czasu, które do czytania nie zachęca.
Nie wiem jak wy, ale mnie udało się wcisnąć w okresie świątecznym trzy książki: przeczytałam wreszcie Dom sióstr Charlotte Link (recenzja osobno, wkrótce), a dodatkowo przeczytałam dwie cienkie książeczki – Shepherds Abiding (Przybieżeli pasterze) Jan Karon i Hercule Poirot's Christmas (Morderstwo w Boże Narodzenie) Agathy Christie. (Tę drugą to głównie na lotniskach, podczas sześciogodzinnego opóźnienia w mojej podróży z Berlina do Londynu...) Obie książeczki wpisały się znakomicie w świąteczny nastrój, zarówno tematyką jak i treścią, będąc przyjemnymi lekturami, w sam raz na czytanie przy kominku bądź koło choinki, niezbyt wymagającymi, a mile uprzyjemniającymi czas.
Jan Karon, autorka serii książek o Mitford i pastorze Timothym Kavanagh, należy do tych autorów, których zawsze polecam jako odtrutkę na szarą i depresyjną rzeczywistość. Jej książki są opowieściami na wskroś optymistycznymi, pełnymi dobra i ciepła. Może to brzmi dla niektórych zbyt cukierkowato, a może nawet pachnie kiczem, ale ja myślę, że czasem po prostu potrzeba nam takich książek, nadchodzi w naszym życiu bowiem taki czas, że potrzebujemy ukojenia i zapewnienia, że ludzka życzliwość i dobro wciąż jeszcze istnieją. A poza tym, myślę, że Jan Karon potrafi pisać ciepłe historie, a jej bohaterowie, chociaż można by ich było nazwać naiwnymi i staroświeckimi, bardzo do mnie przemawiają. Timothy Kavanagh, główny bohater serii, to emerytowany obecnie pastor, mieszkaniec miasteczka Mitford, głęboko zaangażowany w życie jego społeczności. Shepherds Abiding to ósma książka z serii. Właściwie można by ją nazwać krótką nowelą, bo nie tylko jest objętościowo krótka, ale koncentruje się na krótkim okresie czasu – od października do świąt Bożego Narodzenia. Ojciec Tim znajduje starą szopkę bożonarodzeniową i postanawia ją odremontować jako prezent-niespodziankę dla swojej żony. Malowanie figur, naprawa stłuczonych i brakujących części przynoszą ukojenie, satysfakcję, skłaniają do wspomnień i refleksji nad wartością świąt.
To prawda, niewiele się w tej opowieści dzieje, rozczaruje się ten, kto będzie oczekiwał pasjonujących wydarzeń i zwrotów akcji. Najlepiej chyba zrozumie tę książkę ktoś, kto tak jak ja spotkał się już w mieszkańcami Mitford w poprzednich książkach i czuje się tam jak w domu. Ta książka to właściwie wizyta, którą składa się dobrym znajomym, żeby dowiedzieć się, co u nich słychać. Jeszcze raz chodzimy ulicami Mitford, odwiedzamy znajome miejsca i spotykamy znajome postacie... Mitford koi, tam nawet przedświąteczna gorączka nie psuje atmosfery radości i oczekiwania. Dlatego Shepherds Abiding to wspaniała lektura na święta, pełna ciepła i uroku, wprost emanująca świątecznym czarem. Pokazuje, że święta są  magicznym czasem, kiedy zdarzają się małe cuda i niespodzianki.
Nie przeszkadzały i nawet te części powieści, które mówią (jak zwykle u Jan Karon) o osobistych związkach człowieka z religią. Pasowały do nastroju powieści, bo przecież Boże Narodzenie to czas specjalny czas, kiedy czujemy się bardziej związani z naszą duchową stroną... Polecam jako relaksującą lekturę, która wprawia w dobry nastrój i pozostawia po sobie ciepło wokół serca.
Drugą książkę, kryminał Agathy Christie, odnalazłam na półce u mojej mamy i zabrałam z sobą w powrotną podróż do domu. Książka towarzyszyła mi na lotnisku w Berlinie, gdzie czytałam ją popijając kawę z Bailey'sem, czekając na opóźniony samolot. Czytałam ją w samolocie, przy herbacie, a potem na lotnisku w Gatwick, gdzie utkwiłam na kilka godzin. Skończyłam już w domu, po kilkugodzinnej drzemce. Odłożyłam na półkę z westchnieniem satysfakcji. Uwielbiam kryminały Agathy Christie. Nie kązdy jest, rzecz jasna, świetny, nie brak i tych słabszych, ale swego czasu przeczytałam prawie wszystkie. Teraz od czasu do czasu sięgam po nie znowu, by z zadowoleniem stwierdzić, że zapomniałam, o czym były. Zaczynam więc czytanie od nowa, prawie nic nie pamiętając i na nowo delektując się atmosferą w nich panującą. Tak było i z Hercule Poirot's Christmas – kryminałem, w którym występuje mój ukochany detektyw – Hercules Poirot. Belgijski mistrz zagadki kryminalnej przebywa w okolicy Gorston Hall, majątku Simeona Lee, gdzie na Gwiazdkę zbiera się cała jego liczna rodzina. Kiedy w wieczór wigilijny pan domu zostaje zamordowany, Monsieur Poirot zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu zagadki. Podejrzani są członkowie rodziny Lee, na jaw wychodzą dawne animozje i rywalizacje. Zmarły był złośliwym starcem, który lubował się w tyranizowaniu otoczenia i podżeganiu członków rodziny przeciwko sobie.
Hercule Poirot's Christmas to świetny przykład klasycznego kryminału z zagadką zamkniętego pokoju. Od początku wczuwamy się w świąteczną atmosferę wiejskiej posiadłości, nastrój budowany jest stopniowo, napięcie zaczyna powoli rosnąć... Zgrabnie skonstruowana zagadka kryminalna, która zostaje czytelnikowi postawiona, do końca pozostała dla mnie tajemnicą. (Jak zwykle zresztą, bo nie jestem dobra w takich zgadywankach, a zresztą myślę, że większą przyjemność będę miała z zaskoczenia jakie przeżyję na końcu książki, niż z rezultatów własnej dedukcji...) Poza tym bohaterem tej powieści jest wspaniały Hercules Poirot! Mój ulubiony mały jajogłowy detektyw z Belgii jak zwykle metodycznie podchodzi do sprawy, chociaż tym razem jakoś nie było mowy o Małych Szarych Komórkach.
Byłam bardzo zadowolona, że to właśnie tę książkę zaczęłam czytać w podróży, bo wciągnęła mnie na tyle, żebym zapomniała o opóźnieniach i innych niedogodnościach, dostarczyła przyjemnych wrażeń i miała zdecydowanie satysfakcjonujące zakończenie, w najlepszym stylu powieści pani Christie. Jak zwykle w jej powieściach mamy do czynienia z wachlarzem ludzkich emocji, portretami zręcznie odmalowanymi przez autorkę, która ukazuje nam drugą, brzydką stronę na pozór spokojnej wsi angielskiej. Polecam ją wszystkim miłośnikom „cosy murders”, czyli łagodnych kryminałów w stylu retro, najlepiej z lat dwudziestych.
A wy jakie książki przeczytaliście w tym roku w okresie świątecznym?

1 komentarz:


  1. maniaczytania
    2010/12/30 13:05:07
    Dabarai - jak to się stało, że nie trafiłaś TUTAJ??? :)
    dabarai
    2010/12/30 13:09:07
    He he, trafiłam, tylko nie miałam zamiaru nic świątecznego czytać, więc nawet się nie zgłosiłam... :) Zwłaszcza, że filmu też nie miałam zamiaru oglądać ( i nie obejrzałam!) A te ksiązki jakoś mi tematycznie same tak wyszły, bez mojego udziału... :D
    dabarai
    2010/12/30 13:10:27
    Hmm... Może jeszcze się podlinkuję?
    maniaczytania
    2010/12/30 13:30:11
    Dawaj, dawaj, nawet jak nie dla siebie, to nam się tam Twoje recenzje bardzo przydadzą, oj bardzo :)
    dabarai
    2010/12/30 13:50:44
    To prosżę o maila z kluczykiem, bo tak to chyba działa, tak?
    maniaczytania
    2010/12/30 18:55:09
    Na gazetowego?
    dabarai
    2010/12/30 18:56:31
    Yyyy... nie, na dabarai@wp.pl
    maniaczytania
    2010/12/30 19:12:06
    poszło :)
    dabarai
    2010/12/30 19:13:44
    Dzięękuuujeeemyyyy! Zaraz coś tam napiszę..
    beatrix73
    2010/12/30 19:32:15
    Lubię takie klasyczne kryminały.

    OdpowiedzUsuń