Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 lipca 2014

Książkochłona stosik ekspresowy

Wróciłam z pierwszej, rodzinnej wyprawy do Polski. Cóż mogę powiedzieć, księgarnia była obok przewijalni dla dzieci...
"Księga bajek polskich" - prezent dla Mini UA, a w niej same znane legendy i bajki - o bazyliszku, Janosiku, Warsie i Sawie, złotej kaczce.. Poczeka sobie, aż mały czytelnik trochę podrośnie.
Beverly Edge, "Liczby" - czyli liczymy do dwudziestu! W dodatku z fajnymi, oryginalnymi ilustracjami. I w twardej oprawie, czyli w sam raz nawet na teraz.
Marta Kisiel, "Nomen Omen" - autorki "Dożywocia" (alleluja) nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Co prawda jej nowa książka to coś z zupełnie innej beczki, ale po pochlebnych recenzjach Znajomych Blogerów nie mogłam sobie tej książki odmówić w wersji papierowej. Zwłaszcza, że akurat była w ofercie 2 za 1... Przygody Salki Przygody już nadgryzione, bo Wrocław (podobno miasto gnomów?! - ktoś wie coś na ten temat, a propos?), bo tajemnicza kamienica, nietypowi współlokatorzy, brat Niedaś, no i ten język giętki autorki, co to po prostu wymiata... Poczekam jednak na odpowiedni czas, bo na razie wgryzam się w coś innego...
Olga Rudnicka, "Fartowny pech" - jak wyżej - "Natalii 5" i kontynuacja tejże ("Drugi przekręt Natalii") zrobiły na mnie jak najlepsze wrażenie, więc czym prędzej nabyłam i najnowszą książkę autorki, licząc na dobra zabawę. Mam nadzieję, że Posterunkowy Nadziany, detektyw Dziany, gliny, mafia i pechowe przypadki wywołają uśmiech na mojej stroskanej twarzy i przyczynią się do poprawy koniunktury emocjonalnej. 
Anna Włodarczyk, "Zapach truskawek. Rodzinne opowieści" - najpierw zachęciła mnie okładka (uwielbiam truskawki), potem treść (rodzinne historie toczące sie wokół kuchennego stołu, do tego przepisy, mniam, mniam!), a ostatecznie przekonała recenzja Manii Czytania. 
Bogna Ziembicka, "Tylko dzięki miłości" - książka autorki "Drogi do Różan" (przeczytanej dawno temu) i "Wiosny w Różanach" (jeszcze nie przeczytanej). Kiedyś narzekałam, że historia Zuzanny jest zdecydowanie bardziej ciekawa niż Zosi, głównej bohaterki poprzednich książek, więc kiedy tylko zorientowałam się, że to własnie ona jest bohaterką "Tylko dzięki miłości", złapałam książkę - może trochę w ciemno, ale mam nadzieję, że się nią nie rozczaruję. Liczę na to, że magiczne międzywojnie po raz kolejny nie zawiedzie. 
Tan Twan Eng, "Ogród wieczornych mgieł" - japońskie ogrody, miłość, bolesna przeszłość i Malezja. A wszystko to wina Padmy i jej recenzji. A wszystko to dzięki Padmie i jej recenzji.
Luz Gabas, "Palmy na śniegu" -  Hiszpańsko-afrykańskie klimaty, kolonializm, plantacje, miłość i tajemnice z przeszłości. Książka pożyczona od mamy, też trochę w ciemno, zobaczymy, jak się zakończy moja przygoda z wyspą Fernando Poo (przyznaję się, prycham, czytając te słowa) ...
Elżbieta Cherezińska, "Niewidzialna korona" - tak, tak, tak, tak! Wreszcie się doczekałam kontynuacji "Korony śniegu i krwi", teraz czytam powoli, dawkując końcówkę, żeby historia polskich Piastów, historia Karła, nie skończyła się zbyt szybko. I mam nadzieję, że Autorka szybko coś o Piastach napisze, bo co ja będę czytać!!!
Elżbieta Cherezińska, "Korona śniegu i krwi" - przywieziona od mamy - to co, że przeczytana i opisana, muszę mieć je obok siebie, zresztą tak jakoś mimochodem zaczęłam podczytywać ją znowu... 

No i co wy na to?

Ps. W roli tła wystąpiła polska flaga, zakupiona na życzenie UA...

niedziela, 29 grudnia 2013

(Po)świąteczny stos, czyli łabędzi spiew...

Tak, wiem, że pisałam kilka dni temu z namaszczeniem o tym, jak wiele znaczą dla mnie święta w rodzinnym gronie, o tym, że książki nie są mi potrzebne, by cieszyć się obecnością bliskich... A jednak, niepostrzeżenie i nieco niespodziewanie, pojawił się na moim stole rzadki ostatnio gość - porządny stos książkowy, stos godny książkochłona, stos będący - że tak powiem - łabędzim śpiewem przed nieuchronnym zastojem w kupowaniu książek, który mi się w przyszłym roku szykuje. Usprawiedliwia mnie jedynie to, że stos jest złożony li i jedyne z prezentów świąteczno-urodzinowych, zakupionych dla mnie przez Ulubionego Anglika i jego rodziców.
Na powyższym zdjęciu na samym dole pyszni się powieść Eleanor Catton, zwyciężczyni tegorocznego Man Bookera, czyli "The Luminaries", o której więcej można przeczytać tutaj. Szykuje się potężna dawka lektury!
Następna w kolejce książka to "Apple Tree Yard" Louise Doughty, autorki "Whatever You Love" nominowanej do nagrody Orange i Costa w 2010 roku. Powieść Doughty to historia romansu z nieznajomym, który może zniszczyć wszystko, co bohaterka książki w życiu zdobyła - karierę, dom, rodzinę, to powieść o oszustwie i akcie przemocy, który na zawsze zmienia życie bohaterów.
Kolejna pozycja na stosie to "A Commonplace Killing" Sian Busby - ta ostatnia powieść autorki, która w zeszłym roku przegrała walkę z rakiem płuc, to kryminał, którego akcja toczy się w powojennym Londynie, w 1946 roku, kiedy to radość z zakończenia wojny ustąpiła miejsca codziennym troskom i problemom.  Ostatnio wróciłam do oglądania serialu BBC "Call The Midwife" i przypomniałam sobie, jak bardzo lubię czytać książki, których akcja dzieje się w powojennej Wielkiej Brytanii. Liczę na świetną lekturę. 
Z kolei "Little Exiles" Roberta Dinsdale'a to powieść, która porusza problem przymusowej migracji brytyjskich dzieci do Australii, który stał się głośny w 2010 roku za sprawą słynnego filmu "Oranges and Sunshine" ( na podstawie książki Margaret Humphreys). Bohaterem powieści Dinsdale'a jest Jon Heather, który w wieku dziewięciu lat zostaje porzucony przez matkę na progu domu dziecka w powojennym Leeds i wywieziony wraz z innymi dziećmi do Australii. Droga powrotna do domu okaże się podróżą, która zabierze Jonowi całe życie. 
Następna książka ze stosu zabierze nas do Nowego Jorku lat dwudziestych ubiegłego wieku. Bohaterką "The Other Typist" Suzanne Rindell jest Rose Barker, pracująca jako maszynotypistka na posterunku policji w dzielnicy East Side. Kiedy pracę w tym samym miejscu zaczyna fascynująca Odalie, Rose jest zachwycona nową przyjaciółką. Fascynacja obraca się w obsesję, ale kim tak naprawdę jest Odalie? Powieść Rindell to podróż, która odkrywa ciemne strony przyjaźni. 
Czas na coś bardziej współczesnego i lekkiego - powieść Graeme Simsiona 'The Rosie Project" ("Projekt "Rosie"") została w Polsce wydana już kilka miesięcy temu. To podobno świetna książka na poprawę humoru - lekka, zabawna i wzruszająca opowieść o tym, że żadne listy nie pomogą nam znaleźć idealnej partnerki, a miłość sama nas odnajdzie, kiedy jej na to pozwolimy. 
Kolejna pozycja na stosie to chwalona przez Padmę powieść Alexi Zentnera "Touch", czyli "Dotyk", wydana przez wydawnictwo Wiatr od morza. Nie mogłam się oprzeć jej recenzji - sprawdźcie sami, czy opowieść o kanadyjskim miasteczku pełnym wspomnień i magii spodoba się także wam.
Czas na coś zupełnie innego, czyli na tłumaczoną z niemieckiego książkę Kathariny Hageny "The Taste of Apple Seeds" ("Smak pestek jabłek"), która niebawem ukaże się też w polskim tłumaczeniu. Ta powieść, która była bestsellerem w Niemczech przez dwa lata, to historia pierwszej miłości, opowieść rodzinnych sekretach i bolesnej stracie. Brzmi intrygująco i ciekawie. 
Ostatnia książka na stosie to "Grimm Tales" ("Baśnie braci Grimm. Dla dzieci i dorosłych") Philipa Pullmana, która ma zostać wydana za jakiś czas przez wydawnictwo Albatros. Wśród pięćdziesięciu opowiedzianych na nowo baśniach znalazły się znane wszystkim tytuły takie jak "Jaś i Małgosia" czy "Śnieżka", a także mniej znane opowieści spisane przez braci Grimm, a wszystko w niepowtarzalnym stylu Pullmana.

No cóż, na pewno nie zabraknie mi książek do czytania w przyszłym roku... A wiecie, co jeszcze (między innymi) dostaliśmy od rodziców UA? Coś, co ucieszyło nas oboje szalenie i co do książek pasuje doskonale. Czas na herbatę i nową książkę. Do usłyszenia!

piątek, 10 maja 2013

Stos majowy na Światowy Dzień Książki

Tak, wiem, że Dzień Książki był w zeszłym miesiącu. Uczciłam go - jak wielu z was - zakupem książek. Niestety, na te książki trzeba mi było dłuuuugo czekać. Długo i nie zawsze cierpliwie, co mogą poświadczyć osoby, którym się żaliłam na facebooku. Żaliłam się wszystkim na około, że paczka nie idzie, że weekend długi, że Bank Holiday, że z jakiegoś powodu przesyłka utkwiła w Holandii, codziennie rano sprawdzałam czy coś się ruszyło i wreszcie - tak! Proszę państwa, wreszcie się doczekałam!!! Nikt chyba na książki nie czeka z takim jak ja utęsknieniem, dziś w skowronkach poinformowałam bogu ducha winnych współpracowników, że czekam na paczkę i zamierzam spędzić weekend (wolne części weekendu) na wpatrywaniu się w nowe nabytki, głaskaniu ich po okładkach i ewentualnym gapieniu się jak sroka w gnat i decydowaniu, co tu czytać najpierw... Chyba mnie lubią, bo nic nie powiedzieli... I wreszcie! Książki są ze mną! Śpieszę podzielić się moim szczęściem! Oto przyczyna tego całego zamieszania.
No to teraz wytłumaczymy co i jak. Od dołu lecąc, książka Elżbiety Koweckiej "W salonie i kuchni", na którą zawsze miałam chrapkę. Jest to bowiem "Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX wieku", pięknie ilustrowana książka o ziemiańskich dworach i życiu w nich. Po przeczytaniu książki Fedorowicz i Konopińskiej "Marianna i róże" nabrałam ochoty na więcej podobnych opisów nieistniejącego już świata i jego zwyczajów. Kolejna książka to "Młodszy księgowy" Jacka Dehnela. Dawno temu czytałam "Lalę" tego autora, jednak najnowsza pozycja to oczywiście coś innego. Czego więcej jednak może pragnąć mól książkowy, jak nie kolejnej książki o książkach? Liczę na dobrą zabawę przy czytaniu! Po Dehnelu czas na coś z zupełnie innej beczki: kolejny tom przygód Kacpra Ryksa, królewskiego inwestygatora, czyli "Krwawa jutrznia" Mariusza Wollnego. Przede mną co prawda jeszcze poprzednie tomy, ale i ten mam w planach. Szkoda tylko, że okładka zupełnie niepasująca do poprzednich... Skoro już jesteś5my przy historii, to kolejnych czterech pozycji nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać. Cztery książki Elżbiety Cherezińskiej to oczywiście kwartet "Północna Droga", saga o Wikingach napisana z pasją i werwą. Na szczęście do tej pory przeczytałam tylko dwie pierwsze książki z tej serii: "Sagę Sigrun" i "Ja jestem Halderd" - przeczytałam je w wersji elektronicznej i zorientowałam się, że to są książki, które trzeba nie tylko czytać, ale i dotykać. Dlatego kolejne dwa tomy sagi, czyli "Pasja według Einara" i "Trzy młode pieśni" przeczytam już w wersji papierowej. Oby starczyły jak najdłużej! Kolejne dwie książki to powieści wydane w nowym cyklu kryminałów obyczajowych wydawnictwa Prószyński - "Szkodliwy pakiet cnót" Marioli Zaczyńskiej i "Tutto Bene" Manuli Kalickej i Zbigniewa Zawadzkiego. Kiedyś czytałam debiut Manuli Kalickiej "Tata, one i ja" i powieść Zaczyńskiej "Gonić króliczka", znam troszkę styl obu pań, więc mam nadzieję, że książki mi się spodobają. Liczę na dobrą intrygę kryminalną i sporo humoru.  Jesteśmy już prawie przy końcu mojej prywatnej wieży książek. Kolejna pozycja znalazła się na niej dość przypadkowo - miałam ochotę na "Słońce Scortów" Laurenta Gaude, ale na tę powieść musiałabym jeszcze długo poczekać, bo opóźniała się jej dostawa. Żeby więc książki doszły jednak jeszcze w tym miesiącu, zrezygnowałam z nagrodzonej polską nagrodą Goncourtów francuskiej powieści i zdecydowałam się na "zainspirowaną autentycznymi wydarzeniami" niemiecką powieść obyczajową, której akcja rozpoczyna się na płynącym z Antwerpii do Nowego Jorku statku, czyli na "Damę w bieli" Dorthe Binkert. Czy był to trafny wybór? Oby... No i to już prawie wszystko na moim stosie. Ostatnie dwie książki to znów same morderstwa. Pierwsza to już przeczytana zabawna powieść Olgi Rudnickiej "Natalii 5", czyli kolejny kryminał na wesoło. Ponieważ książka przypadła mi do gustu, postanowiłam zaopatrzyć się we własny egzemplarz i dokupić też część drugą, "Drugi przekręt Natalii", bo siostry Sucharskie są po prostu świetne...

I to już koniec... Teraz zostawiam was, byście paśli się widokiem moich stosów, zielenieli z zazdrości i wypisywali zawistne a zjadliwie komentarze w stylu "i kiedy ty to wszystko przeczytasz", które i tak pewnie radośnie zignoruję. Ale gdybyście chcieli mi polecić, którą książkę mam najpierw przeczytać, albo pogratulować mi nowych nabytków, względnie zaproponować, co jeszcze mam kupić - być może na te komentarze odpowiem.

sobota, 29 grudnia 2012

Ho ho ho....Horrendalny stos!


Przywieziony z rodzinnego domu stos horrendalny, składający się z książek nabytych, książek sprezentowanych, znalezionych pod choinką, zamówionych, otrzymanych na urodziny. Przydźwigany z wysiłkiem i sfotografowany dla potomności oraz dla ukazania tego, jak wielkie jest moje książkochłonowe obżarstwo.

Najlepiej na zdjęcie kliknąć, żeby w pełni zobaczyć rozmiar mojego nałogu...
Pierwszy stos po lewej to same książki popularno-naukowe, które chciałam mieć, częściowo wspomniane i opisane tutaj: "White Plate. Słodkie", książka znanej blogerki kulinarnej, Elizy Mórawskiej, czyli Liski, fascynujący "Paryż Miasto sztuki i miłości w czasach belle epoque" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Marty Orzeszyny (hura!), przepyszna "Historia polskiego smaku" Łozińskich, "Polska kuchnia domowa" Małgorzaty Caprari, która pełna jest interesujących przepisów na dania znane i mniej popularne, "Pierwsze Damy II Reczypospolitej" Kamila Janickiego, czyli opowieść o żonach sławnych polskich prezydentów, "Trójka z dżemem palce lizać" Marcina Gutowskiego, czyli opowieść o moim ukochanym radiu, "Aktorki" Łukasza Maciejewskiego i "Prezenterki" Aleksandry Szarłat, czyli kronika polskiej kultury, pełne rozmów i plotek, a na koniec - "Nasz mały PRL" Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego, czyli powrót do przeszłości i do peerelowskich realiów. Już zaczęłam przeglądać "Historię polskiego smaku" - to pięknie wydana pozycja, pełna fascynujących faktów i zdjęć!

Pomiędzy kupkami książek stoją "Pomorska książka kucharska" Niny Szuby, czyli przegląd dań mojego regionu oraz "Eine kleine" Artura Daniela Liskowackiego, polska powieść o niemieckim Stettinie, moim rodzinnym mieście, nominowana do nagrody Nike. 

Drugi stos to powieści. Zaczyna go od spodu "Przepis na życie" Agnieszki Pilaszewskiej, książka pożyczona od mamy, ponieważ obejrzałyśmy razem niemal cały pierwszy sezon tego serialu i nad wyraz przypadł mi on do gustu... Tak, wiem, że zazwyczaj książki powstające na podstawie seriali nie są dobre, ale dam jej szansę, bo zawiera ciekawe przepisy... Kolejna pozycja to "Śnieg" Orhana Pamuka, słynnego pisarza tureckiego, dotychczas znanego mi jedynie z nazwiska. Powieść z sensacyjno-kryminalną fabułą, która próbuje dotrzeć do źródeł współczesnego terroryzmu. O "Szopce" Zośki Papużanki pisałam już przy okazji Bardzo Subiektywnej Listy Tegorocznych Potencjalnych Prezentów Książkowych. Kolejna książka to zbiorek poezji naszej Noblistki, Wisławy Szyborskiej, zatytułowany "Tutaj", w wydaniu polsko-angielskim - do poczytania wraz z Ulubionym Anglikiem. Następne książki to "Houston, mamy problem" Katarzyny Grocholi, powieść znanej autorki, tym razem z punktu widzenia mężczyzny i "Kolejność uczuć" Moniki Sawickiej (zupełnie nieznany mi zbiór opowiadań), "Siedlisko" Janusza Majewskiego, kolejna powieść oparta na scenariuszu kultowego serialu telewizyjnego, tym razem zupełnie mi nie znanego - opowieść o "miastowych" i mieszkańcach mazurskiej wsi oraz "Fanaberie" - debiutancka powieść Jolanty Wrońskiej, opisująca perypetie biznesowo-uczuciowe właścicielki pewnej cukierni. Stosik zamykają "Musierowicz na Gwiazdkę", króciutka książeczka o tym, w jaki sposób można w pełni doświadczyć Świąt, gawęda o zwyczajach i przepisach na wigilijne przysmaki i ozdoby (już przeczytana!), "Bluszcz prowincjonalny" Renaty Kosin, kolejna powieść o powrotach do miasta dzieciństwa, opowieść o polskiej prowincji latem i jej mieszkańcach, i - na koniec - "Kamienny anioł" Katherine Scholes, opowieść rozgrywająca się na egzotycznej Tasmanii, opowiadająca o pierwszej miłości i bolesnych powrotach do przeszłości. 

Uff. Teraz pozostały tylko angielskie książki, głównie prezenty, którymi obdarowano mnie i Ulubionego Anglika. Są wśród nich: "Blandings" P.G.Wodehouse'a, zbiorek sześciu opowiadań o mieszkańcach zamku Blandings, siedziby lorda Emswortha, ostatnio sfilmowanych przez BBC; trzy powieści Bena Aaronovitcha: "Rivers of London", "Moon Over Soho" i "Whispers Under Ground" - o pierwszej z nich pisałam tutaj, a kolejne dwie części podobały mi się jeszcze bardziej (obecnie czyta je UA, zachwycając się niemniej niż ja); "Death Comes to Pemberly" P.D. James, książka, o której pisałam już na blogu; "It's Not Me, It's You" Jona Richardsona, czyli zwierzenia niemożliwego perfekcjonisty poszukującego miłości i (jeśli to możliwe) dziewczyny uwielbiającej porządek tak samo jak on; "Infrared" Nancy Huston - ponieważ strrrasznie podobała mi się poprzednia powieść tej autorki, "Fault Lines", nie mogłam sobie darować kolejnej jej powieści, chociaż być może powinnam coś o niej poczytać zanim się na nią zdecydowałam (właśnie odkryłam, że zdobyła ona Bad Sex in Fiction Award!!!)... Cóż, zobaczymy, czy mi się spodoba... Wreszcie - ostatnia prezentowana pozycja, "Hugh's Three Good Things", kolejna książka kulinarna, tym razem autorstwa jednego z moich ulubionych entuzjastów organicznej żywności, najlepiej samodzielnie wyhodowanej, czyli Hugh Fearnley-Whittingstalla...

Cóż. Jedni po Świętach przybierają na wadze, pożerając niesamowite ilości jedzenia. Ja raczej nie tyję, za to tyją moje półki na książki, co roku... Ponieważ wraz z Nowym Rokiem często podejmujemy różne postanowienia, czuję, że tym razem dotyczyć one będą opanowania mojego książkochłonowego nałogu. Liczę też na to, że pewne wyzwanie (podkradzione ze znajomego blogu) pomoże mi rozprawić się z zalegającymi wszędzie stosami... 

Ale o tym na razie cicho sza...

sobota, 25 sierpnia 2012

Zgubne skutki nałogu, czyli Dabarai w odwiedzinach...


Wiadomo, że zemsta najlepiej smakuje na zimno… Kiedy wraz z Padmą i A. buszowałyśmy po londyńskich antykwariatach, co chwila słyszałam głośne okrzyki protestu, gdy wpychałam im różne książki, które moim zdaniem na pewno by je zainteresowały… Nie bacząc na ich wyjaśnienia, że przecież jakoś muszą się spakować, a linie lotnicze mają limity na bagaże, wyciągałam z półek kolejne powieści, które im potem usiłowałam polecić… Na moje usprawiedliwienie powiem, że moje starania wynikały  li i jedynie z dobroci mojego serca, nie było w nich żadnej perfidii i wcale nie chciałam ich zrujnować… Wręcz przeciwnie, wielokrotnie proponowałam przechowanie zakupionych lektur u siebie do następnej wizyty. Nic to – zwykle w odpowiedzi na moje nieśmiałe: „to by ci się spodobało”… słyszałam tylko  głosy sprzeciwu… Ach, trzeba było siedzieć cicho i niczego im nie polecać…! Bowiem wczoraj role się odwróciły i dowiedziałam się na własnej skórze jak ciężko jest zaprotestować, jak trudno jest odwrócić się od kuszących ofert książkowych, wyjść z kolejnej księgarni bez żadnych zakupów, odłożyć książkę na półkę i powiedzieć sobie, że może, następnym razem… I jak przerażająca wydaje się wizja niechybnego nadbagażu… Wczoraj bowiem odwiedziłam Padmę w Poznaniu i zostałam radośnie przeciągnięta przez niektóre poznańskie księgarnie i antykwariaty… Niektóre, bo podobno jest ich więcej, ale miałyśmy niewiele czasu. Po kilku godzinach spędzonych w towarzystwie Padmy i A., podczas których wpychano, polecano i wyszukiwano  mi książki, kuszono mnie różnorakimi tytułami i z szatańskim chichotem przypominano, że jeśli mi się coś nie zmieści, zawsze będę mogła zostawić kilka powieści u mojej mamy, stwierdzam, że teraz rozumiem, o co im chodziło…

Stos, który mam zamiar zatargać w walizce do Londynu jest oczywiście wciąż w fazie kompletowania. Nie wiem, czy wszystkie poznańskie pozycje pojawią się na nim, bo nie tylko zakupiłam już z dziesięć innych książek, mam zamiar też dokończyć szperania po maminych półkach w poszukiwaniu zapomnianych i schowanych skarbów. Oczekujcie podsumowania za kilka dni. Tymczasem wracam do lektury ”Zapachu drzewa sandałowego” i życzę wam miłego wieczoru! 

sobota, 14 lipca 2012

Ekstatyczny stosik książkochona

Zadziwia mnie i zachwyca uczynność niektórych ludzi! Na mój rozpaczliwy apel o przywiezienie książek z Polski odpowiedziała koleżanka, z którą ostatni raz widziałam się chyba w podstawówce, i która teraz mieszka, jak się okazało, właściwie po sąsiedzku... To jej rodzice przywieźli mi stos książek, które dziś zostały mi własnoręcznie dostarczone. Moje chciejstwo i zachłanność zostały na jakiś czas zaspokojone... A że łupy bogate, jest się czym chwalić...
Renata L. Górska, „Błędne siostry” - jednym z powodów, dla których kupiłam tę książkę był fakt, że jej akcja toczy się w Karkonoszach – moich ukochanych górach. Nie czytałam jeszcze powieści Renaty Górskiej, ale historia domu, w którym bohaterka powieści, Karolina, poszukuje spokoju i wypoczynku, brzmi bardzo zachęcająco.
Katarzyna Michalak, „Nadzieja” - kolejna powieść cieszącej się popularnością autorki. Tym razem podobno zupełnie różna od jej poprzednich książek. Historia o przyjaźni, miłości, dwojgu ludziach. Dużo sobie po tej powieści obiecuję, mam nadzieję, że autorce uda się mnie zaskoczyć. Trzymajcie kciuki!
Anna J. Szepielak, „Dworek pod Lipami” - jako że spodobała mi się debiutancka powieść autorki pod tytułem „Zamówienie z Francji”, ucieszyłam się, kiedy okazało się, że niedawno wyszła jej kolejna książka. Mam nadzieję, że znajdę tu wszystko to, co spodobało mi się w „Zamówieniu...”: dom z duszą, historię, sięgającą korzeniami w dawne czasy, a do tego wciągającą współczesną opowieść. Bohaterka książki, Gabriela, jest bowiem autorką, a nie ma nic bardziej wciągającego dla książkochłona, niż książka o książce.
Oliver Pötzsch, „Córka kata” - niemiecki kryminał historyczny, którego akcja rozgrywa się w Bawarii w XVII wieku, a którego głównym bohaterem jest miejscowy kat, ze słynnej rodziny Kuislów. To właśnie on rozwiązuje historię morderstw, o które oskarżona jest lokalna akuszerka, uznana przez miejscowych za czarownicę. Jak już wspomniałam, mało znam niemieckich autorów, Pötzsch w sam raz się nada na przełamywanie lodów, bo kryminały historyczne lubię bardzo.
Nicole C. Vosseler, „Niebo nad Indiami” - kolejna powieść niemiecka, przetłumaczona na polski. Na okładce opisywana jako „dramatyczna historia miłosna w egzotycznych plenerach”. Bohaterka zawiera małżeństwo z rozsądku i wyjeżdża z mężem do Indii. Powieść historyczna, osadzona w dziewiętnastowiecznych, kolonialnych Indiach, może być wciągająca. Do tego pasjonujący romans – cóż więcej można chcieć od tej grubaśnej książki?
Magda Szabo, „Tajemnica Abigail” - wisienka na torcie. Książka-legenda, która na allegro potrafiła kilka miesięcy temu osiągać bajońskie kwoty. Wreszcie wydana ponownie. Teraz ją mam i wreszcie będę mogła się przekonać, czy spodoba mi się równie bardzo, jak oglądany dawno temu serial na jej podstawie. A że historia nastoletniej Giny, którą ojciec-wojskowy wysyła na pensję i która buntuje się przeciwko surowym obyczajom tam panującym, podbiła serca wielu czytelników, ja też liczę na to, że książka okaże się warta towarzyszącego jej rozgłosu!
Izabela Szolc, „Siostry” - cieniutka, ślicznie wydana powieść kolejnej nie znanej mi (jeszcze) autorki. Zakup – impuls. Tym razem też zaintrygowało mnie tło historyczne – bo czasy napoleońskie, bo polski dwór, bo powstanie... A do tego siostry – bliźniaczki, a na deser kreolskie, egzotyczne korzenie i wudu. Może być ciekawie... ale chyba nie będzie to zwykła powieść historyczna. 
Irena Kika Szaszkiewiczowa, „Podwójne życie Szaszkiewiczowej” - o autorce tych wspomnień muszę sobie jeszcze co nieco doczytać. Na przykład w Wysokich Obcasach, gdzie opublikowano z nią wywiad. Wydaje mi się, że może to być fascynująca postać, fascynująca lektura – autorka wspomnień urodziła się w 1917 roku, a mnie okres międzywojenny w dalszym ciągu fascynuje, więc zacieram ręce na myśl o dzieciństwie spędzonym w polskim tradycyjnym dworku, międzywojennym Krakowie, balach, barwnych postaciach i szalonym, poplątanym życiu.
Ufff. To już wszystko. A teraz życzę wszystkim dobrej nocy, a sama idę obwąchiwać książki przed snem. Dobranoc!

wtorek, 26 czerwca 2012

Nawiozłam...

 
Wróciliśmy z Ulubionym Anglikiem z krótkiego wypadu do Norwich. Wyjazd uznaliśmy za bardzo udany, łupy zaś nawieźliśmy obfite... Na zdjęciu, oprócz książek, prezentują się: czekolada z dodatkiem musztardy, sole do kąpieli z dodatkiem musztardy i musztarda z miodem, a także Osberto Parsley. Wyroby musztardowe pochodzą z Colman's Mustard Shop & Museum, producenta słynnej angielskiej musztardy Colman's. Nie mogłam się powstrzymać... Osberto Parsley to zielony człowiek, dekoracyjna rzeźba w glinie, zwykle zawieszana jako ozdoba w ogródkach. Podbił serce Ulubionego Anglika, który zakupił go w sklepiku w przepięknej katedrze w Norwich i ochrzcił imieniem pochowanego tam chórzysty i kompozytora. 
Norwich to miasto pełne uroku, gdzie turysta znajdzie wiele ciekawych zabytków, jak chociaż średniowieczny zamek, dwie katedry, całą masę kościołów, oryginalne domy z epoki Tudorów, a dodatkowo wiele interesujących zakątków, urokliwych uliczek i ślicznych małych sklepików.
 
 

 

Jeśli chodzi o książki, to w Norwich książkochłony mają całkiem dobrze. Nie tylko mogą odwiedzać sieciową księgarnię Waterstones, w której ostatnio otwarto ich własną kawiarnię, ale mają też do dyspozycji liczne charity shopy, antykwariaty i niezależnie księgarnie. Znalazłam dwie: jedna to klimatyczny The Book Hive, czyli Ul książkowy, a druga stanowi część słynnego domu towarowego Jarrolds, rodzinnego biznesu działającego od ponad dwustu lat.

Jest też nowoczesna biblioteka, która zajmuje znaczną część nowoczesnego kompleksu znanego jako The Forum. Z jej zbiorów co prawda skorzystać nie mogłam, ale zwiedziłam ją z przyjemnością.
 
Na zakończenie – intrygująca nazwa pewnej uliczki...


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Melduję, że...

Spędziłam wczoraj uroczy dzień spacerując z Ulubionym Anglikiem po Spitafields Market i okolicach. Leniwie przechadzaliśmy się między straganami podziwiając biżuterię i torby, przymierzając kapelusze, podgryzając kupione przysmaki, przeglądając książki... Wybraliśmy się też na Brick Lane, ulicę, którą w niedzielę zapełnili się po brzegi sprzedawcy, turyści i Londyńczycy, szukający czegoś smakowitego do zjedzenia lub kupienia. Na książki mało miałam wczoraj czasu, chociaż w dalszym ciągu czytam „Tides of War” Stelli Tillyard, na przemian z „Kobietą bez twarzy” Fryczkowskiej. Za to na kupowanie książek zdecydowanie idzie mi lepiej....


niedziela, 10 czerwca 2012

Dzisiaj czytam w podróży...

Zadziwiająca rzecz się stała, spędziłam przemiły dzień w towarzystwie Padmy i jej koleżanki i zamiast pokazywać wam kolejne mega – stosy, które zwykle mam wam do pokazania po takich spotkaniach, prezentuję wam to mizerne stosiątko. Przygotujcie się na niespodziankę. Dziś kupiłam tylko jedną książkę... Reszta to prezenty, za które pięęęęęęknie dziękuję Padmie. Owszem, widziałam sporo interesujących powieści, ale jakoś żadna nie przyciągnęła mojej uwagi na dłużej. Nie narzekam jednak, bo moje zdobycze, choć według moich standardów skromne, cieszą oko i są niezwykle interesujące.
Isabel Colegate, „The Shooting Party” - pierwszy z prezentów od Padmy, książka, o której pisała niedawno na swoim blogu. Świetna niespodzianka, bo (jak już wspomniałam), ciągnie mnie do początków dwudziestego wieku, do beztroskich czasów przed Wielką Wojną, która na zawsze miała zmienić świat angielskiej arystokracji.
Anna Fryczkowska, „Starsza pani wnika” - Ach, jakież to wspaniałe uczucie, gdy na nieśmiałe pytanie o pewną książkę pada odpowiedź: „już ci ją kupiłam”... Nie czytałam jeszcze „Kobiety bez twarzy”, ale nowa powieść autorki zapowiada się arcyciekawie. Morderstwo i pewna starsza pani, która przy pomocy detektywistycznej agencji rozwiązuje sprawy kryminalne z własnego podwórka. Dużo się po tej książce spodziewam, zwłaszcza, że autorka chwalona jest za świetny opis współczesnych realiów.
Ciji Ware, „Island of the Swans” - jedyna kupiona książka, romans historyczny z czasów Jerzego III, powieść biograficzna o życiu Jane Maxwell, późniejszej księżnej Gordon, rywalki słynnej Georgiany, księżny Devonshire. Bardzo lubię romanse, a wiek osiemnasty to czasy bardzo interesujące. Do zakupu ostatecznie zachęciła mnie Padma, poświadczając autentyczność głównej bohaterki.
Arne Dahl, „Zła krew” - część druga przygód szwedzkiej Drużyny A, bohaterów kryminału „Misterioso”, który przeczytałam w zeszłym roku, podobno jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki. Morderstwo szwedzkiego krytyka literackiego, seryjny morderca ze Stanów, skomplikowana intryga i zaskakujące zwroty akcji. Już zacieram ręce, czekając na świetną zabawę.
Peter Prange, „Złodziej nieba” - książka niemieckiego autora zachwalana przez Monikę z Kroniki błękitnej biblioteczki. Powieść o miłości i sztuce rozgrywająca się w środowisku paryskiej cyganerii w fascynujących latach trzydziestych XX wieku. Mało czytam literatury niemieckiej, mam jednak nadzieję, że ta książka to zmieni.
Oto i cały stosik. A gdzie obiecana relacja z tego, co dzisiaj czytam? Otóż w podróż zabrałam dziś trzeci tom przygód Flavii de Luce, „A Red Herring Without the Mustard”, książkę, którą podczytuję już trzeci dzień. A ponieważ jutro czasu mam też mało, pozdrawiam was wieczorowo i bez zwłoki przenoszę się do Buckshaw, by wraz z Flavią rozwiązywać zagadkę pewnego morderstwa.

piątek, 4 maja 2012

Moja mama ma na mnie zły wpływ...

Ech, jakże mi ten tydzień szybko minął... Ani się obejrzałam, a trzeba było pakować maminą walizkę, a wraz z nią osiem pożyczonych ode mnie książek, wstawać rano, jechać na lotnisko... Na pociechę przespacerowałam się po księgarni na Piccadilly – książki zawsze poprawiają mi humor, nie muszę ich nawet kupować, po prostu lubię czasem pochodzić wokół nich, popatrzeć na nowe tytuły, pooglądać okładki. Zresztą już wczoraj okazało się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a obsesję na punkcie książek odziedziczyłam głównie po mojej mamie... W drodze do domu wstąpiłyśmy bowiem do księgarni i usłyszałam nagle: „Może ci kupię jakąś książkę?” Jak rączy rumak zerwany z uprzęży pobiegłam kurcgalopkiem między półki i niemalże rżąc z radości (bardzo końskie te moje porównania...!) zaczęłam się... hmmm... paść... W rezultacie wyszłam ze sklepu z poniższą kupką, na widok której Ulubiony Anglik tylko przewrócił oczami...
Erin Kelly, „Sick Rose” – czy wy też tak macie? Kupujecie książki znanych wam ze słyszenia autorów na zasadzie „mam pierwszą, jeszcze nie czytałam, ale wiem, że mi się spodoba, wobec tego kupuję też drugą”? Ja tak czasem mam. Książka Kelly określana jest jako pełen napięcia psychologiczny thriller o sekretach, pełnej przemocy przeszłości i o związku pomiędzy dwojgiem bardzo różnych ludzi. Jej pierwsza książka „The Poison Tree” stoi na półce. Wiem za to, na której!
Elizabeth Speller, „The Strange Fate of Kitty Easton” - podobnież, posiadam pierwszą książkę tej autorki, „The Return of Captain John Emmett” - ze wstydem przyznaję, wciąż nieprzeczytaną. Jednakże, po zapewnieniach koleżanki z pracy, że książka była świetna, skusiłam się i na kolejną powieść autorki. W przypadku Speller zaważył też fakt, że akcja książki toczy się w latach dwudziestych XX wieku w posiadłości w angielskim hrabstwie Wiltshire, gdzie pamięć o Kitty, pięcioletniej dziewczynce, która zniknęła ze swej sypialni ponad dekadę wcześniej, jest wciąż żywa..
Lisa See, „Dreams of Joy" („Marzenia Joy”) - kontynuacja świetnych „Dziewcząt z Szanghaju”, opowieść o Joy, młodej dziewczynie, która wyjeżdża do Chin, by tam szukać swoich korzeni i nieznanego ojca. Liczę na ciekawe tło obyczajowe komunistycznych Chin w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i interesującą historię.
Laura Moriarty, „The Chaperone” - opowieść o damie do towarzystwa i jej podopiecznej osadzona w rozświetlonym Brodwayu, w czasach prohibicji, nielegalnych rozgrywek i wszechobecnego przepychu. Nowy Jork w dziewiętnastym wieku to miejsca, gdzie marzenia mogą się spełnić, a życie zmienia się nieodwracalnie.
Kate Saunders, „Wild Young Bohemians” - znalazłam tłumaczenie tylko jednej książki tej autorki, „Night Shall Overtake Us” („Gdy zaskoczy nas noc”), którą zresztą obecnie podczytuję. Z kolei ta powieść to współczesna historia o młodych, pięknych i ambitnych ludziach, którzy spotkali się w Oxfordzie i razem wkraczają w dorosłość. Okazuje się jednak, że nawet oni nie są niezniszczalni...
Peny Feeny, „That Summer in Ishia” - wydaje mi się, że jest to typowe letnie, wakacyjne czytadło, debiutancka opowieść o włoskiej wysepce, morderstwie sprzed lat i odziedziczonym domu, który może skrywać tajemnicę z przeszłości.
Ufff. O załadowanej na kindla książce Penny Jordan "Silk" ("Jedwab") nie wspominam, bo to też wina mamy... A teraz idę kończyć "Włoskie sekrety". Dziś jestem wreszcie nasycona książkami! A wy, co kupiliście ostatnio?

piątek, 27 kwietnia 2012

Stos czytelniczy! Raduje się moja dusza!

No i się doczekałam! Przyjechała Ulubiona Mamunia i przywiozła Podarunki! Nie tylko spożywcze, ale i czytelnicze! Poniżej stos częściowo pożyczony, częściowo nabyty, bardzo wyczekany. Podobnie jak i jego dostarczycielka.
Stanisława Fleszarowa-Muskat, „Lato nagich dziewcząt” - moja Mama bardzo lubi książki tej autorki, a ta chyba należy do jej ulubionych. To powieść o rzeźbiarzu i otaczających go kobietach, rozgrywająca się w upalnym Sopocie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Mam nadzieję, że początek znajomości z Fleszarową-Muskat okaże się ciekawy, bo sporo jej książek czeka na odkrycie...
Iwona Słabuszewska-Krauze, „Ostatnie fado” - książka mamy, przywieziona do poczytania. Opowieść o miłości w rytmie fado i o tajemnicy z przeszłości, odkrywanej przez bohaterkę w uliczkach Lizbony.
Anna Jorgensdotter, „Córki gór” - wypatrzony na internecie tytuł z popularnej serii „z miotłą”, o którym właściwie nic nie wiem. Powieść obyczajowa szwedzkiej autorki o zwykłych ludziach, ich związkach, problemach i dylematach. Mam nadzieję, że ta książka okaże się interesującą, niebanalną opowieścią..
Iwona J. Walczak, „Złocista Dolina” - zachęcona recenzją Kasi postanowiłam przeczytać kolejną książkę o kobietach wyjeżdżających do małego miasteczka, by tam, w malowniczych okolicznościach przyrody, zmienić swoje życie na lepsze. Postanowiłam sięgnąć po tę książkę, bo według Kasi nie powiela ona pensjonatowych schematów. Jakby co, to będzie na nią! :)
Bogna Ziembicka, „Droga do Różan” - powieść wybrana głównie ze względu na motywy historyczne, rozgrywająca się współcześnie i w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Opowieść o miłości, ogrodach i (dodatkowa zaleta!) starym dworku. Dużo sobie po tej książce obiecuję!
Małgorzata Yildirim, „Włoskie sekrety” - spokojne życie bohaterki burzy śmierć krewnej i otrzymany w spadku dom w Sorrento. Jak zwykle liczę na intrygujące tajemnice z przeszłości, zagadki i miłość. Tym razem w klimatach włoskich.
Hakan Nesser, „Samotni” - kontynuacja przygód komisarza Barbarottiego. To nic, że czytałam tylko część pierwszą, ale lubię zbierać cykle powieściowe. Liczę na dobrą rozrywkę, ciekawe morderstwo i intrygujące przemyślenia głównego bohatera.
Hans Fallada, „Każdy umiera w samotności” - pożyczona od Mamy znana powieść niemieckiego autora o walce jednostki z faszyzmem, o godności i wojnie. Kupiona zimą dla mamy, polecana i podobno bardzo poruszająca. Na długie wieczory pod kocem.
Ach, jak się cieszę z moich ostatnich zdobyczy. Nie są to jedyne polskie książki kupione w ostatnim czasie. Ciągnie mnie w stronę polskiej literatury w dalszym ciągu... Niestety, czasu na czytanie nie mam zbyt wiele, wszystko się ciągnie, czytanie książek trwa trzy razy dłużej niż zwykle. Wzdycham do czasów, kiedy czytałam non-stop, miałam więcej czasu i życie było mniej skomplikowane... Poza tym w dalszym ciągu leje, jak nie cały czas to z przerwami. Mam jednak nadzieję, że uda nam się znaleźć kilka suchych dni, żeby wybrać się na długie, relaksujące spacery... Proszę trzymać kciuki za dobrą pogodę!

wtorek, 21 lutego 2012

Ja nie chłonę, ja pożeram! (Książkochłona stosik nałogowy)

Zastanawiam się, jak się to dzieje, że bardzo często kupuję książki w gotowych stosach? Jak to nazwać, takie zjawisko? Książkożerstwo? Binge-booking? Wychodzę na cały dzień z domu i po drodze odwiedzam antykwariaty, księgarnie, charity shopy i gromadzę, gromadzę... Dzisiejszy dzień tak się właśnie zaczął. Od przesyłki do odbioru na poczcie. Kiedy odbierałam zakupioną książkę, zaczęły mnie swędzieć palce. Już wiedziałam, że na jednej się nie skończy. Wraz z Ulubionym Anglikiem odwiedziliśmy dwa antykwariaty, jeden charity shop, jedną małą księgarenkę i dwie duże. Do tego wczoraj też poszliśmy na zakupy. Rezultaty tego książkożerstwa możecie podziwiać poniżej.

Na stosiku prezentują się po lewej cztery persefonki w towarzystwie ślicznej zakładki. Trzy zakupione w tym sklepie (wraz z zakładkami i pocztówką), jedna w zwykłej księgarni. Bez zakładki, niestety. Ale może uda mi się ją dokupić potem. Persefonki dołożone do mojej rosnącej kolekcji to:
„The Priory”, Dorothy Whipple – kolejny zapomniany klasyk popularnej angielskiej autorki. Historia rodziny Marwood mieszkającej w Saunby Priory, i zmian jakie w niej zachodzą, kiedy owdowiały ojciec oświadcza się o rękę młodszej od siebie kobiety.
„Few Eggs And No Oranges”, Vere Hodgson – pamiętnik z lat drugiej wojny światowej opowiadający o zwykłym życiu w wojennym Londynie.
„The Making of a Marchioness”, Frances Hodgson Burnett – powieść autorki „Tajemniczego ogrodu” , tym razem dla dorosłych. Nieco melodramatyczna i sentymentalna historia o Kopciuszku z początku XX wieku.
„A Very Great Profession”, Nicola Beauman – książka, która używając przykładów z powieści napisanych przez znane autorki prezentuje portret angielskiej klasy średniej w okresie międzywojennym. Swoisty przewodnik po literaturze tego okresu, który mnie zainteresował, bo chciałabym się więcej dowiedzieć o książkach pisanych w tamtym okresie i jego dotyczących.
Książki po prawej zostały zakupione dla Ulubionego Anglika i są to:
„Sunbathing in the Rain”, Gwyneth Lewis – pogodna książka o depresji. Budująca opowieść o osobistych doświadczeniach autorki związanych z depresją.
„Periodic Tales”, Hugh Aldersey-Williams – opowieści o pierwiastkach chemicznych, ich odkryciach i fascynujących historiach z nimi związanych.
„Just My Type”, Simon Garfield – historia typografii i różnych rodzajów czcionek drukarskich, dowcipna i interesująca.
Natomiast środkowa kupka to wesoły misz-masz. Leżą na niej od góry:
„The Vicar of Wakefield”, Oliver Goldsmith – zabawna i sentymentalna powieść z 1766 roku (co ciekawe, wydana w Polsce w 1825 roku!), nieco idylliczna historia upadku rodziny pastora z Wakefield, pełna czarnych charakterów i pięknych heroin, z obowiązkowym happy endem.
„The Library Book” - książka, o której pisałam wczoraj tutaj. Przyniosłam z biblioteki, przejrzałam i zdecydowałam, że chcę ją mieć.
„Kwiaty na poddaszu”, Virginia C. Andrews - najpierw, już dawno, czytałam recenzję Padmy i nawet szukałam książki w bibliotece, ale jakoś się nie zdarzyło. Niedawno ksiązkę wydało wydawnictwo Świat Książki i ponownie nabrałam ochoty na jej przeczytanie. I oto wczoraj natknęłam się na nią w polskim sklepie. Mówisz i masz!
„What You're Doing And Read This!” – podobnie jak „The Library Book” ta książka to zbiór esejów o potędze czytania, o przyjemności, jaką z niego czerpiemy, o tym, jak wpływa ono na nasze życie.
„The Woman In Black”, Susan Hill – klimatyczna historia gotycka o tajemniczym domu, który skrywa straszliwą tajemnicę. Niedawno pojawiło się pierwsze tłumaczenie tej książki, a na jej postawie powstał film z Danielem Radcliffe'm w roli głównej. Książka pasuje też do mojego planu czytania krótkich książek...
„Someone Else's Garden”, Dipika Rai – przyuważona na blogu Chihiro historia Matmy to opowieść o trudnym życiu kobiet, a szczególnie córek i żon, w Indiach, o systemie kastowym i o jego wpływie na życie, a równocześnie to ponadczasowa opowieść o miłości.
„Panie na Wilanowie”, Hanna Muszyńska-Hoffmanowa – portrety kobiet, które od czasów Marysieńki Sobieskiej do końca XiX wieku panowały kolejno w pałacu w Wilanowie i odcisnęły na nim swoje piękno. Mam nadzieję, że ta książka pełna anegdot i ciekawostek, przybliży mi postacie interesujących kobiet. Książka z ebaya. Odebrana na poczcie. Od niej się zaczęło.
„Harry Potter and The Goblet of Fire”, J. K. Rowling – wreszcie zakupiona brakująca część przygód Harry'ego Pottera. Nigdy nie mogłam zapamiętać, której książki mi brakuje do kompletu.Tym razem pamiętałam.
„Little House in the Big Woods”, Laura Ingalls Wilder – polecana na blogu Padmy książka Laury Ingalls Wilder, opowiadająca o jej życiu w Ameryce w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. (Pamiętacie serial „Domek na prerii”? Powstał on właśnie na podstawie książek z tej serii.)
„Little House on the Prairie", Laura Ingalls Wilder – kontynuacja poprzedniej książki.
„Jubilee”, Shelley Harris – debiutancka powieść pochodzącej z RPA autorki, historia pewnej fotografii zrobionej w 1977 roku podczas ulicznej zabawy z okazji srebrnego jubileuszu angielskiej królowej i o sekrecie, który wychodzi na jaw po trzydziestu latach.
„Disobedient Girl”, Ru Freeman – osadzona w Sri Lance opowieść o dwóch kobietach, ich walce o wolność i przeznaczeniu, które je połączyło.
No cóż. Na tym kończę moje zwierzenia książkocholika. Na szczęście mam teraz kilka wolnych dni. Może uda mi się przeczytać co nieco z tego książkożernego stosu.  Pozdrawiam filozoficznie. 


poniedziałek, 2 stycznia 2012

Powitajmy Nowy Rok w stosikowym stylu!


Jak już wspomniałam, nie jestem dobra w dotrzymywaniu noworocznych postanowień. Jak to dobrze, że nie postanowiłam niczego nie kupować, ani niczego nie przynosić z biblioteki w najbliższym czasie, bo by mi to nie wyszło...
Książki na samym dole wypożyczyłam z biblioteki – Stephen King, „11.22.63” (czyli „Dallas '63”), najnowsza powieść znanego autora, którego do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę... Mam zamiar się przekonać, czy polubię Kinga. A Rosamunde Pilcher, „Winter Solistice” („Przesilenie zimowe”) - do dokończenia, polski egzemplarz pozostał bowiem w kraju...
Pozostałe książki to efekt dzisiejszego spaceru (większość dostępna również po polsku)...
Jamie Ford, „Hotel on the Corner of Bitter and Sweet” („Hotel słodko-gorzkich wspomnień”, książka wydana w zeszłym roku przez Świat Książki) - rozgrywająca się w czasie II wojny światowej historia o dojrzewaniu, miłości, przyjaźni, poruszająca problem obywateli amerykańskich japońskiego pochodzenia internowanych po ataku na Pearl Harbour.
Vanessa Diffenbaugh, „The Language of Flowers” (wydany również w ubiegłym roku „Sekretny język kwiatów”) - historia młodej dziewczyny, która spędziwszy dzieciństwo w rodzinach zastępczych, znajduje pracę w kwiaciarni i uczy się miłości, wyrażonej językiem kwiatów.
Tara Hyland, „Daughters of Fortune” („Wybranki fortuny”, wydawnictwo Książnica) – splendor, prestiż, seks i imperium mody. Kiedyś czytałam książki Very Cowie i Judith Krantz, o których mi przypomniała właśnie ta książka – powieść o kobietach i ich sekretach rozgrywająca się w świecie wielkich pieniędzy.
Yvvette Edwards, „Cupboard Full of Coats” - debiutancka powieść nominowana do Bookera, o której wspomniałam już na blogu.
Dorothy Koomson, „The Woman He Loved Before”- najnowsza powieść autorki „The Ice Cream Girls”, pełna napięcia historia Libby, zamężnej kobiety, która zaczyna się zastanawiać, czy jej mąż naprawdę ją kocha, czy też wciąż jeszcze nie może się pogodzić ze śmiercią jego pierwszej żony, i która poszukując odpowiedzi odkrywa mroczne sekrety ...
Mercedes Lackey, „Intrigues” - kolejny tom serii kronik Valdemaru autorstwa jednej z moich ulubionych autorek fantasy. Czekam na jej kolejne książki i kupuję je w ciemno, także trochę z sentymentu, bo czytam tę serię od wieeeeelu lat i chociaż teraz widzę jej mankamenty, to dalej mnie potrafi poruszyć.
No cóż. To na razie tyle. A wam jak idzie łamanie dotrzymywanie noworocznych postanowień?