Puk, puk! Czy ktoś z was czytał może książki Paula Austera? Autor zbiera same pochwały wśród literackich krytyków jako jeden z największych amerykańskich prozaików, a jego książki są tłumaczone na liczne języki. Nie jest to pisarz, po którego powieści miałam ochotę sięgnąć, ale "The New York Trilogy" ("Trylogia nowojorska") była najnowszą lekturą omawianą na spotkaniu klubu czytelniczego, do którego się przyłączyłam, zachęcona przez moją dawną znajoma z pracy, która (choć obecnie na emeryturze!), prowadzi ten klub od czternastu lat w jednej z naszych bibliotek. No cóż. Postanowiłam zmierzyć się z Amerykańską Powieścią i podzieliwszy książkę na łatwe do strawienia fragmenty, przeczytałam ją w samą porę na spotkanie klubu w zeszły piątek.
Wrażenia po lekturze powieści Austera mam zdecydowanie mieszane. Z jednej strony - ""Trylogia nowojorska" wciąga jak porządny kryminał, z
drugiej - po przeczytaniu książki doszłam do wniosku, że chyba niczego z
tego nie zrozumiałam... "The New York Trilogy" składa się z trzech opowiadań , które klasycznej powieści detektywistycznej nadają nowe (postmodernistyczne?) znaczenie. To, co zaczyna się jak dobry, klasyczny kryminał noir (omyłkowy telefon sprawia, że autor kryminałów podejmuje niecodzienne śledztwo, wynajęty detektyw śledzi pewnego mężczyznę, krytyk literacki zajmuje się spuścizną literacką zaginionego przyjaciela z dzieciństwa), po chwili traci wszelkie podobieństwa do tego gatunku, stając się w pewnym sensie jego zaprzeczeniem. Postacie zamiast odnajdować poszukiwane osoby same się gubią, sprawy pozostają nierozwiązane, na czytelnika zamiast rozwiązania zagadki czeka milion pytań, które pojawiają się po zakończeniu lektury. Zamiast typowej powieści detektywistycznej Auster serwuje czytelnikowi literacką zabawę konwencją, sczepiając opowiadania siateczką powiązań, takimi jak znane już czytelnikowi nazwiska, rekwizyty, miasto, w którym toczy się akcja opowiadań (chociaż moim zdaniem akcja mogłaby się toczyć gdziekolwiek), a także postać samego autora (bardzo postmodernistyczne zjawisko, moim zdaniem)... I chociaż "The New York Trilogy" czytało mi się niespodziewanie dobrze, zupełnie jak wciągający kryminał, okazuje się (nie po raz pierwszy), że z postmodernistyczną literaturą amerykańską chyba mi jednak nie po drodze. Nie tylko zdecydowanie wolę "porządne" kryminały, w dodatku nie jestem pewna, czy udało mi się zrozumieć, co Autor Przez To Chciał Powiedzieć...
"The New York Trilogy" Austera polecam tym, którzy maja ochotę na literacką zabawę konwencją, natomiast miłośnicy powieści detektywistycznych z porządnym zakończeniem uprzedzam, że na Austerze mogą się srodze zawieść...
PS. Miło jest wrócić w domowe pielesze. Mam nadzieję, że uda mi się tu pojawiać częściej. Czytanie nadal jest dla mnie ważne, a Mini Ulubionego Anglika mam zamiar wychować na książkowego molika. Nie jestem pewna, czy pojawią się tu jakieś recenzje książek dla dzieci, bo chociaż MUA już teraz zdradza książkowe ciągoty, to minie chyba sporo czasu, zanim uda mu się napisać jakąś recenzję... Natomiast bardzo chętnie przyjmiemy wszelkie sugestie dotyczące lektur dla MUA. Co prawda mam dostęp do polskich książek dość ograniczony, ale wiele książeczek dostępnych tutaj nada się do naszej wspólnej lektury po polsku.

