poniedziałek, 2 lipca 2012

"Darowane kreski" - Joanna Papuzińska

Czy znacie książki i wierszyki pani Joanny Papuzińskiej? Ja pamiętam „Naszą mamę czarodziejkę” i „Rokisia”. Natomiast nie wiedziałam, że autorka napisała też tomik wspomnień z dzieciństwa spędzonego w okupowanej i powojennej Warszawie. Dziękuję więc Yenn, bo to ona poleciła mi jakiś czas temu na blogu „Darowane kreski” Joanny Papuzińskiej. Znalazłam je w magazynie POSKu (wraz z innymi skarbami) i właśnie skończyłam czytać. Od razu dodam, że moje wydanie ma zupełnie inną okładkę, zieloną, a pochodzi z 1994 roku. Sama zaś książka została napisana w 1989 roku.
Darowane kreski” to książka opisująca świat widziany z perspektywy dziecka, pełen zapamiętanych szczegółów, małych zdarzeń i wspomnień. Często autorka waha się, przyznając, że jej pamięć jest niedoskonała, ale zapamiętane szczegóły są interesujące, ciekawe i ukazują nam obraz Warszawy powojennej i nieprzeciętnej rodziny małej Joasi. Pisarka urodziła się bowiem w styczniu 1939 roku i wczesne dzieciństwo spędziła w okupowanej Warszawie i podwarszawskich miejscowościach.
Joanna Papuzińska koncentruje się na detalach zapamiętanych z dzieciństwa – widziane oczyma dziecka, w dodatku dziecka obdarzonego bujną wyobraźnią, tworzą one kanwę opowieści. Dopiero gdzieś w tle czytelnikowi ukazuje się większy obraz – wojenne dzieciństwo, powojenne lata szkolne... Wojna, okupacja, powstanie, odbudowywanie Warszawy – to zdarzenia w świecie małej Joasi zajmujące dalsze miejsce. Jakże ważniejsze są wspomnienia matki, utraconej w czasie wojennej zawieruchy, zapamiętane zabawy w chowanego, tajemnicze tramwaje pojawiające się na suficie, zabawy wśród gruzów, spacery ze szkolnymi przyjaciółkami, czy letnie wyjazdy do podwarszawskiej gajówki, Stefanki.
Wkrótce pojawiają się we wspomnieniach ciemniejsze tony, okazuje się, że zakończenie wojny nie przynosi upragnionego pokoju – dorośli mają swoje tajemnice, które omawiają szeptem, są niezrozumiane przez dzieci zakazy, są też sprawy, o których się po prostu nie mówi.
Joanna Papuzińska napisała książkę pełną ciepła i nostalgii. Kiedy wspomina lata wojenne, tułaczkę po obcych domach, pisze o tych trudnych tematach w sposób prosty, oszczędnymi słowami, tak, jak rozumiało je małe dziecko, którym wtedy była. Pojawiają się postacie mamy i taty, rozlicznych ciotek, tych prawdziwych i przyszywanych, a także rodzeństwa. Pisarka wspomina skromne życie w przepełnionym mieszkaniu, proste zabawy dzieci, pierwsze szkolne przeżycia. Pojawiają się też książki i wspomnienia pierwszej wizyty w pobliskiej bibliotece.
Z kartek książki przebija pozytywna, pełna ciepła atmosfera – czy mowa jest o przygotowaniach do świąt, czy o codziennych obowiązkach, dzielonych pomiędzy członkami rodziny. Ważne jest poczucie patriotyzmu, zakorzenione w dzieciach od maleńkości, poczucie wspólnoty i koleżeństwa. „Darowane kreski” to cieniutka książeczka w zamierzeniu adresowana jest chyba do młodszego czytelnika, ale nie jestem pewna, czy znalazłaby dzisiaj w tej grupie wiekowej wdzięcznego odbiorcę. Natomiast ja przeczytałam ją z przyjemnością i uśmiechem na twarzy.
Na zakończenie, smakowity fragment z książki opisujący świąteczny zwyczaj, który nadzwyczaj przypadł mi do gustu: „Po wigilijnym wieczorze dom nasz zapadał w rozkoszne świąteczne odrętwienie. Nadchodził pierwszy dzień świąt, który też miał swoje obyczaje. Tego dnia w ogóle nie robiło się śniadania i nie wstawało się z łózek do bardzo późnej godziny. Cały dom zamieniał się w wielką sypialną czytelnię, a to dlatego, że połowę co najmniej prezentów stanowiły książki. Lecz nie żadne tam nudziarstwa, tylko wspaniale dobrane czytadła, każdemu według gustu i najskrytszych pragnień.”
Czyż nie jest to wspaniały opis kształtującej się pasji?

1 komentarz:

  1. Gość: ksiazkowiec, 176.107.37.5*
    2012/07/04 07:06:25
    Mam i to nawet z dedykacją autorki. Czytałam z ogromną przyjemnością, bo i dla mnie to był powrót do przeszłości. Wprawdzie nie wojennej, ale zawsze. Tylko tej zabawy z "darowanymi kreskami" nijak nie mogłam sobie przypomnieć.:)

    OdpowiedzUsuń