czwartek, 5 stycznia 2012

It's the Season to Be Jolly ("Pensjonat" - Lois Battle)


Rodzina, ach rodzina, nie cieszy gdy jest, lecz kiedy jej ni ma samotnyś jak pies... Relacje rodzinne, szczególnie między matkami i córkami oraz te między siostrami nie należą do najłatwiejszych. Jak często w czasie familijnych zjazdów wychodzą na światło dzienne różne niesnaski, wybuchają wulkany uczuć i emocji? A jednak co roku rodziny gromadzą się przy świątecznym stole. Czy Boże Narodzenie jest więc takim specjalnym czasem?
Owdowiała Josie Tatternall, bohaterka powieści Lois Battle „Pensjonat”, nie ma najlepszych kontaktów ze swoimi trzema córkami. Najstarsza, Cam, mieszka w Nowym Jorku i tak bardzo oddaliła się od rodziny, że nie tylko kontaktuje się sporadycznie, tylko w restauracji, nigdy we własnym mieszkaniu, ale nie bywa w domu na święta. Lila to żona świeżo upieczonego polityka, matka dwojga dorastających, zepsutych dzieci, sfrustrowana średnia córka, która za wszelką cenę stara się być „dobrą dziewczyną”, zawsze blisko matki i gotową na jej wezwanie. Najmłodsza, Evie, to pisząca felietony do gazety i uganiająca się za mężczyznami pustogłowa kokietka. Czy bohaterkom „Pensjonatu” Lois Battle uda się w pogodzić przy świątecznym stole, pozostawić za sobą dzielące je różnice i odbudować łączącą je kiedyś więź?
Muszę przyznać, że książka nieco mnie zaskoczyła – spodziewałam się, że będzie to słodka opowieść o pojednaniu rodziny w święta, trochę lukrowana i pełna optymistycznych przesłań. Być może za pozytywny odbiór tej książki jest odpowiedzialna częściowo także atmosfera świąt, ale „Pensjonat” to nie jest tak do końca wesoła, naiwna powieść.... To prawda, nie brakuje w niej kilku stereotypów i schematów, ale nie ma tu łatwych rozwiązań, mimo pozytywnego zakończenia, pozostaje jeszcze nutka goryczy. Ale to właśnie bardzo spodobało mi się w książce Lois Battle.
A jakie jest przesłanie „Pensjonatu”? Takie, że samotność jest jak ciężka choroba, która czasem dotyka człowieka bardziej niż inne dolegliwości, że można być samotnym w tłumie ludzi, że lekarstwo można czasem znaleźć tam, gdzie się go najmniej spodziewamy. Że miłość potrafi człowieka zaskoczyć nieoczekiwanie, ale łatwo ją też zagubić. Co jeszcze spodobało mi się w tej powieści? To, że nikt nie jest doskonały. Z pewnością doskonałe nie są główne bohaterki książki, Josie, Cam i Lila. (Mimo iż powieść jest o trzech siostrach, to postać Evie nie jest właściwie zbyt silnie zarysowana, jej historia jest tylko dodatkiem do głównego wątku rywalizacji między starszym rodzeństwem.) Lila i Cam są różne jak noc i dzień – siostry to niemal stereotypowe przeciwieństwa, ta dobra i ta zła – tylko czy na pewno?
Dodatkowym atutem książki jest dla mnie to, że jej akcja toczy się na Południu, a ja mam sentyment do książek z Południa. Więzi między siostrami i konflikty rodzinne, a także przyjaciółki Josie skojarzyły mi się z trochę z „Boskimi sekretami...” Rebekki Wells, powieścią, która kiedyś baaaardzo mi się spodobała...
„Pensjonat” Lois Battle to chyba już jedna z ostatnich lektur świątecznych, które tej zimy przeczytam. Kolejna książka zakupiona/wypożyczona pod wpływem impulsu, bez zagłębiania się w opisy i znów się udało, książka mi się spodobała. Te świąteczne wybory okazały się jakieś wyjątkowo szczęśliwe w tym roku, bo wszystkie książki z serii It's the Season to be Jolly to były dobre czytadła, książki ciepłe i dodające otuchy (nawet „Wiedźmikołaj”). Może sprawiła to magia minionych świąt? Możliwe, że pojawi się jeszcze jedna świąteczna pozycja, ale niczego nie obiecuję. Za to wiem, że już za rok kolejna seria świątecznych książek!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza