piątek, 17 września 2010

Lista lista lista - help!

Image and video hosting by TinyPic




















Proszę państwa, oto LISTA. Oto lista moich książek do przeczytania na Goodreads, stronie internetowej podobnej do naszej Biblionetki. Lista jest bardzo długa, a czasu jak zwykle niewiele. Mam tydzień wolnego i potrzebuję trochę inspiracji. Bardzo proszę mi pomóc i polecić jedną z moich książek do czytania....
Z góry dziękuję!

wtorek, 14 września 2010

Stos roboczy bibliotekarki

Oto rezultaty kilku wizyt do bibliotek po sąsiedzku i szperania po półkach w miejscu pracy. Tym razem czuję się usprawiedliwiona! Wszystkie książki są z biblioteki i wszystkie (no, prawie wszystkie) są niejako lekturami zawodowymi... :)
Image and video hosting by TinyPic
  • Sarra Manning, Nobody's Girl – akcja tej opowieści o dorastaniu, miłości i marzeniach toczy się pewnego magicznego lata w Hiszpanii i Paryżu.
  • Marcus Sedgwick, Revolver – fascynujący thriller dla młodzieży, którego akcja toczy się w zimnej Arktyce.
  • Jason Wallace, Out of Shadows – opowieść o dorastaniu w Zimbabwe w latach osiemdziesiątych.
  • Cathy Cassidy, Cherry Crush - typowa książka dla dorastających dziewczyn, o pierwszej miłości, rodzinie itp.
  • Rachel Hawkins, Hex Hall – książka wydana te ostatnio po polsku jako Dziewczyny z Hex Hall – powieść o Sophie, która uczy się w szkole z internatem dla czarownic, wilkołaków i elfów.
  • Sharon Creech, The Unfinished Angel – opowieść o samotnym aniele i dziewczynce, która przewraca jego świat do góry nogami.
  • Andrew Lane, Death Cloud – pierwsza książka z serii o przygodach młodego Sherlocka Holmesa.
  • Marcus Sedgwick, White Crow – współczesny gotycki thriller. Zaczęłam czytać, bardzo klimatyczna książka.
  • Mary Hooper, Fallen Grace – akcja tej rozgrywa się w wiktoriańskim Londynie i śledzi losy Grace Parkes, która by związać koniec z końcem podejmuje pracę w zakładzie pogrzebowym.
  • Geraldine McCaughrean, The Death Defying Pepper Roux – Pepper Roux budzi się w dzień swoich czternastych urodzin wiedząc, że tego dnia musi umrzeć. Zamiast biernego czekania na rozwój wypadków, decyduje się na ucieczkę...
  • Matt Haigh, The Radleys – historia przeciętnej rodziny z sekretem. Opis na okładce wygląda obiecująco.
Trzy książki z tej kupki (Nobody’s Girl, Revolver i Out of Shadows) są nominowane do Booktrust Teenage Prize - nagrody dla najlepszej książki młodzieżowej przyznawanej co roku w Wielkiej Brytanii. Booktrust to niezależna organizacja charytatywna promująca książki i czytanie. Więcej można poczytać na ich stronie internetowej. Postanowiłam zapoznać się z tymi tytułami, bo pracuję w bibliotece dziecięcej i czuję, że coś niecoś powinnam o tych nominacjach wiedzieć...
Reszta książek to głównie propozycje zgłoszone przez jedną z bibliotekarek dziecięcych z pracy jako potencjalne nominacje do nagrody Carnegie, które mamy w pracy przeczytać i przedyskutować. Bibliotekarka ta jest w tym roku przewodniczącą panelu sędziowskiego, więc chcemy się wykazać i przesłać własne propozycje. Aha, nie ma tu dwóch książek z tej listy, które czekają na mnie w pracy - The Prisoner of the Inquisition Theresy Breslin i Forbidden Tabithy Suzumy. Ta pierwsza to powieść historyczna, której akcja toczy się w XV-wiecznej Hiszpanii, nominowana do Guardian children's fiction prize (kolejnej dziecięcej nagrody literackiej). Forbidden to powieść o zakazanej miłości między rodzeństwem. Pisarka porusza tu kontrowersyjny temat, a ja czytałam wiele bardzo pozytywnych recenzji.
Carnegie to słynna i prestiżowa literacka nagroda w kategorii literatury dziecięcej (właściwie młodzieżowej, jako że książki są głównie przeznaczone dla starszych odbiorców) przyznawana przez CILIP (organizację zrzeszającą dyplomowanych bibliotekarzy i pracowników informacji naukowej), zwykle wymieniana wspólnie z nagrodą Greenway (dla ilustratorów). Medale (bo tak się o nich mówi, Carnegie & Greenway Medals) są przyznawane już od ponad 70 (Carnegie) i 50 (Greenway) lat... Więcej na ich stronie.
Aha, a Cherry Crush Cathy Cassidy to taki miły przerywnik. Już prawie przeczytana.

niedziela, 12 września 2010

"Byczki w pomidorach" - Joanna Chmielewska

Otóż i przeczytałam Byczki w pomidorach. I pozostawiły one po sobie jakiś taki niesmak i żal.

Po co, ach, po co było powracać do starych pomysłów i na nowo próbować powtórzyć wykorzystane kiedyś schematy?! To się przecież tak rzadko udaje... Akcja toczy się znowu w Danii, w domu gościnnej Alicji, wśród tłumu pałętających się gości, przyjaciół i znajomych. Znowu odwiedzają ją niepożądane osobniki. Jest wśród nich pan Wacław, który cierpi na słowotok i pani Julia, która dla odmiany milczy... I znowu mamy zwłoki. Jest też pan Muldgaard.

Niestety, „stara Chmielewska” to to nie jest. Pomijam fakt, że kilka razy uniosły mi się brwi na widok avokado i hod-doga (?!) napotkanych w tekście, że akcja toczyła się powoli i niektóre postacie przewijające się przez dom Alicji były zbyt jak na mój gust udziwnione, ale dobiły mnie dialogi. Możliwe, że potrzeba do ich czytania osoby sprawniejszej intelektualnie ode mnie, ale miejscami wydawały mi się one tak sztuczne, zakręcone i po prostu pozbawione jakiegokolwiek sensu, że musiałam się wracać i czytać je ponownie. Rozumiem, że w założeniu miały one być podobne jak najbardziej do mowy potocznej, do zwykłych dialogów, w których ludzie rozumieją się w pół słowa, przerywają sobie wzajemnie a jednak dogadują się doskonale. Niestety miałam czasem wrażenie, że tu autorka gdzieniegdzie posunęła się za daleko albo, że czytam połowę tekstu...

Poza tym niektóre wybryki niechcianych gości były dla mnie zbyt udziwnione. Rozumiem, że stanowiło to część akcji ale ja na pewno nie pozwoliłabym ludziom wpraszać się codziennie na darmowe posiłki.
Podsumowując, Byczki w pomidorach mi nie zasmakowały. Na pocieszenie idę poczytać sobie kawałki Wszystko czerwone. Szczególnie te z panem Muldgaardem: „Azali były osoby mrowie a mrowie?” Klasyk.
PS. Co to, do cholery, są właściwie byczki w pomidorach?! Czy ktoś wie?!

piątek, 10 września 2010

"The Slap" wkrótce po polsku

 
Wydawnictwo Replika zapowiada wydanie powieści Christosa Tsiolkasa The Slap! Klaps (polskie tłumaczenie tytułu) to kontrowersyjna książka australijskiego autora nominowana w tym roku do nagrody Bookera.

Opis książki (ze strony wydawnictwa):
Willa na przedmieściach. Kilka osób spotyka się przy grillu. Jeden z gości wymierza klapsa cudzemu dziecku. Ten pozornie nic nieznaczący gest odbija się rykoszetem w życiu uczestników przyjęcia. Bezpośrednio lub pośrednio zaczyna wpływać na ich dalsze życie…

Tym razem Christos Tsiolkas kieruje swoje wścibskie, wszechwidzące spojrzenie na coś, co jest wspólne nam wszystkim: życie rodzinne w nowoczesnej rzeczywistości XXI wieku. Tytułowy klaps wraz ze swoimi konsekwencjami zmusza bohaterów do refleksji nad własnymi rodzinami, ich sposobem życia, oczekiwaniami i przekonaniami.

Klaps to niepokojąca opowieść o miłości, seksie i małżeństwie, o rodzicielstwie i dzieciach. Opowieść gniewna i intensywna, tak pełna namiętności i sprzecznych przekonań, jak tylko może być życie rodzinne. Książka Tsiolkasa to wnikliwa analiza aspiracji i lęków wzrastającej w siłę klasy średniej, a zarazem przejmująca, prowokująca powieść o naturze lojalności i szczęścia, kompromisu i prawdy.

Wydanie ksiązki planowane jest na początek 2011 roku.
EDIT 15.1.12 - wydanie planowane na rok 2012...

czwartek, 9 września 2010

O Chmielewskiej z łezką w oku...

Kiedyś, w zamierzchłych czasach (no, może nie tak zamierzchłych, ale zaskakująco już odległych), kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, usłyszałam raz jak mój rodzony ojciec zarykuje się śmiechem, czytając jakąś książkę na tapczanie. Samo czytanie nie było niczym dziwnym, moi rodzice czytali namiętnie książki, które, jako artykuły trudno dostępne, zdobywane były przede wszystkim spod lady w zaprzyjaźnionej księgarni. Czytanie mnie więc nie zdziwiło. Ale zdziwiły mnie te dzikie wybuchy śmiechu. Pamiętam, że zapytałam ojca, o czym tak czyta, a on mi na to, że o Białej Gliździe. I nie chciał mi świnia więcej nic powiedzieć na ten temat!!! Dopiero kiedy sama przeczytałam Wszystko czerwone (z dzikimi wybuchami śmiechu), to zrozumiałam o co mu chodziło...

Potem czytałam już sama wszystkie "stare Chmielewskie": Lesia, Całe zdanie nieboszczyka (pierwsza nota bene książka, nad którą spędziłam pół nocy, bo się oderwać od niej nie mogłam), Wszyscy jesteśmy podejrzani... Łza się w oku kręci, jakie to były piękne czasy. Potem czytałam "nowsze Chmielewskie", nie zawsze, niestety, z wybuchami śmiechu i także Autobiografię. W tym czasie moja mama zdążyła już chyba zapomnieć o tym jakie te książki mogą być śmieszne, bo podczas lektury pierwszego tomu wpadła do mojego pokoju i zażądała, żebym się przestała tak dziko rechotać, bo ona do cholery chce spać. Pomyślałam mściwie, że zobaczymy kto się będzie śmiać następnego dnia i rzeczywiście, dziką satysfakcję sprawiły mi głośne wybuchy śmiechu dochodzące z mamy pokoju następnej nocy. Ha ha ha, mama tez zaczęła czytać Autobiografię! Nie mogłam tego tak zostawić i wleciałam do jej pokoju wyjąc: "A widzisz! A widzisz!"
Potem przyszły lata posuchy i tylko jeden Depozyt nieco rozjaśnił tę monotonię, głównie za pomocą Chlupa. I Chlupowej.

A teraz zakupiłam Byczki w pomidorach i przystępuję do czytania. Proszę trzymać za Byczki kciuki.

"Polowanie na Perpetuę" - Ewa Stec

Zachęcona dopiero co przeczytanym Romansem z trupem w tle sięgnęłam po kolejną książkę Ewy Stec, która jak na zawołanie leżała grzecznie na półce. Wynurzam się z mieszanymi uczuciami. Powieść znów była zabawna, dowcipna i łatwa do przetrawienia, ale...O ile Romans... mnie rozbawił, to Polowanie na Perpetuę troszeczkę mnie znudziło.

Przede wszystkim książka wydała mi się baardzo podobna w fabule do poprzedniej. Niemal zbyt podobna. Po raz kolejny mieliśmy do czynienia z bohaterką, która ma problem z mężczyzną (tym razem mąż, nie narzeczony), są też dwie przyjaciółki o skrajnie różnych poglądach na życie, trup i zagadkowe wydarzenia. Zamiast enigmatycznego Jerzego Bonda pojawiła się piękna kolumbijska zakonnica o imieniu Perpetua, która zaraz zresztą tajemniczo zniknęła. Zamiast kuzynki z poprzedniej książki dostaliśmy inną daleką krewną, oraz księdza Rafała, brata głównej bohaterki, który mnie jakoś strasznie denerwował... sama niw wiem właściwie dlaczego. Przyjaciółki tez jakieś były podobne i stereotypowe – Matka Polka i Kobieta Przebojowa. Były też wygadane dzieci (tym razem dwoje) i wredna teściowa. I wszystko to już nie było takie świeże i lekkie. Zdecydowanie zabrakło mi dystansu i dowcipu z przymrużeniem oka, którego w poprzedniej powieści było tak wiele.

A jednak.. spodobało mi się kilka wątków, kilka prawd o życiu, które pojawiły się jakoś tak mimochodem, i aż szkoda, że nie zostały rozwinięte. Jak choćby wątek romansu pozamałżeńskiego - Agata, główna bohaterka, podejrzewa, że mąż ją zdradza, jej przyjaciółka, Nina, przyznaje się do romansu z żonatym mężczyzną - mamy więc tu zaprezentowane dwa przeciwne punkty widzenia tej sprawy - jaka szkoda, że autorka nie wykorzystała tego motywu w jakiś ciekawszy sposób. Albo kwestia wybaczenia – co sprawia, że potrafimy ukochanej osobie wiele wybaczyć, a kiedy po prostu przebiera się miarka i pęka nić wzajemnego 
zrozumienia? Ten wątek też mi tak tylko mignął i żałowałam, że autorka więcej na ten temat nie napisała.
Polowanie na Perpetuę broni jednak moim zdaniem lekkie pióro autorki – książkę połyka się tak szybko, że nie starcza czasu na wyszukiwanie podobieństw i mankamentów. Zresztą takie porównania będą robili tylko ci, którzy Romans z trupem w tle czytali. Możliwe, że należy w takim wypadku zrobić sobie przerwę, przeczytać najpierw coś innego, a do Ewy Stec wrócić potem. Mimo wszystko jest to lektura, która pozwoli nam przyjemnie spędzić popołudnie.

środa, 8 września 2010

Romans z trupem w tle - Ewa Stec

Romans z trupem w tle to nic dodać, nic ująć romans z trupem w tle. Zabawny debiut autorki, której najnowsza książka Klub Matek Swatek zbiera pozytywne recenzje na blogach. Kupiłam książkę już daaawno temu i wreszcie doczekała się, hura! Książka należy do kategorii powieści lekkich, łatwych i przyjemnych, w czytanie których ostatnio się zanurzam z przyjemnością.

Agnieszka Rusałka przyłapuje narzeczonego Jacka na zdradzie, upija się i poznaje w barze przystojnego nieznajomego, który nazywa się Bond. Jerzy Bond. Potem na byłym narzeczonym mści się za pomocą ogrodowego krasnala. I przez tego krasnala pakuje się w tarapaty. W rolach drugoplanowych pojawiają się też przyjaciółki gotowe służyć pomocą, pilniczkiem i ramieniem do wypłakania, sąsiad o wyglądzie zbója i zabijaki, Madame Widząca i jej kot Pechowiec, a także Mikołaj, chrześniak Agnieszki, ruchliwy sześciolatek, który zadaje kłopotliwe pytania. I straszliwa ilość ogrodowych krasnali...

Akcja Romansu z trupem w tle toczy się wartko, bohaterka jest sympatycznie roztrzepana i chwała Bogu nikt tu nikogo nie traktuje serio. Od razu wiadomo, że autorka ma spore poczucie humoru i wyobraźnię. Owszem, ilość problemów, które spotykają główna bohaterkę oszałamia, ale wszystko podane jest z wdziękiem i przymrużeniem oka. Dialogi są dowcipne, postacie ciekawe, a całość czyta się szybko i bardzo dobrze.

Przede mną dwie dalsze książki Ewy Stec, mam nadzieję, że będą one równie przyjemnie...

wtorek, 7 września 2010

Man Booker Prize 2010 - finaliści!

Dziś ogłoszono listę finalistów nagrody Man Bookera, której zwycięźcę poznamy 12 pażdziernika. Oto finałowa szóstka:
 
Peter Carey Parrot and Olivier in America

Emma Donoghue Room (moja recenzja tu)
 
Damon Galgut In a Strange Room
 
Howard Jacobson The Finkler Question
 
Andrea Levy The Long Song (moja recenzja tu)
 
Tom McCarthy C 

Tsiolkas i jego kontrowersyjny The Slap nie wszedł do finału, chociaż była to w zeszłym miesiącu najlepiej sprzedająca się z nominowanych do Bookera książek. Nie ma też książki Davida Mitchella, który był wymieniany jako jeden z potencjalnych faworytów. Teraz bukmacherzy podobno stawiają na Toma McCarthy'ego.
Dodatkowo Peter Carey może stać się pierwszym autorem, który zdobyłby Bookera trzy razy. Poprzednio otrzymał on tę nagrodę za Oskara i Lucyndę (Pscar and Lucinda) w1988, a w 2001 za Prawdziwą historię Neda Kelly'ego (True History of the Kelly Gang).
Zadziwia mnie fakt, że dwie z tych książek przeczytałam – normalnie z Bookerem tak dobrze mi nie idzie... Nie jestem pewna czy chcę przeczytać pozostałe.

niedziela, 5 września 2010

"Wiedźma.com.pl" - Ewa Białołęcka


Współczesna wiedźma mieszka w małej, zabitej dechami wiosce o niegramatycznej nazwie Czcinka, rzuca uroki za pomocą płytek CD i widzi duchy. Ma na imię Reszka i jest uzależniona od internetu. Wcale nie chce być wiedźmą, ale kiedy po dalekiej krewnej dziedziczy niespodziewanie stary dom, nagle jej życie wywraca się do góry nogami. Krewna okazuje się wredną zjawą, która nawet po śmierci chce za wszelką cenę rządzić okolicą, duchy są całkiem sympatyczne, a dodatkowych rozrywek dostarcza miejscowy „dochtór”. Główna bohaterka jest sympatyczna, kuta na cztery nogi i ma do świata bardzo... otwarte podejście. Nie straszne jej główki dzieci w słoikach, piwnice i bunkry, trenuje krav magę i potrafi sklecić całkiem porządne zaklęcie ochronne.

Kiedyś czytałam książki fantasy nałogowo i zgromadziłam ich sporą kolekcję. Teraz czytam je znacznie rzadziej i ciężko mi znaleźć nowych ciekawych autorów, więc czytam  głównie tych znanych i sprawdzonych. Bardzo podobały mi się poprzednie książki Ewy Białołęckiej, więc Wiedźmę.com.pl zakupiłam już kilka lat temu, przeczytałam i w sierpniu przywiozłam ze sobą jako część dwudziestokilogramowej przesyłki. Ponieważ w dalszym ciągu mam prawie wyłącznie ochotę na powtórki książkowe, postanowiłam sprawdzić, czy Wiedźma... zrobi na mnie takie samo przyjemne wrażenie jak za pierwszym razem. Zrobiła. Lubię język Białołęckiej i jej sposób pisania, który sprawia, że książkę czyta się szybko i z przyjemnością, chichocząc od czasu do czasu i wydając inne dźwięki pozytywne. Perypetie sympatycznej Reszki wciągnęły mnie bez reszty, książka wspaniale spisała się jako lektura na niedzielne popołudnie przy herbatce. Mogę spokojnie orzec, że Wiedźma.com.pl już na dobre znalazła miejsce wśród moich ulubionych lektur lekkich, łatwych i zabawnych. Szkoda tylko, że Białołęcka nie pisze częściej i więcej...

piątek, 3 września 2010

Nike i takie tam

Jury wyłoniło siedmiu finalistów tegorocznej Nagrody Literackiej Nike, a wśród nich mamy trzy tomiki poezji, zbiór opowiadań, reportaż, dramat i biografię. Nie po raz pierwszy zastanawiam się, dlaczego przyznaje się jedną tylko nagrodę, a nie robi się tego w poszczególnych kategoriach – tak jak w przypadku angielskiej nagrody Costy (dawniej Whitbread). Jak można oceniać na równi takie różne kategorie? Przyznaję, że Nike interesuję się mało, właśnie głównie dlatego, że wszystkie te kategorie pakowane są do jednego wora... Możliwe, że powinnam popierać, wspierać i popularyzować polską nagrodę literacką zamiast w kółko piać o tych angielskich, ale taki patriotyzm mam gdzieś. Przeglądałam listy laureatów Nike i ciężko mi było znaleźć książki, które chciałabym przeczytać. Być może kiedyś wydorośleję i się zmienię, ale droga na razie daleka... A o Nike można poczytać sobie tutaj.

Poza tym przepraszam za milczenie, ale zamiast czytania tak zwanych „wartościowych” lektur, czytam tak zwane „odgrzewane kotlety”. Przywiozłam sobie książki mojej ukochanej autorki fantasy Mercedes Lackey i teraz podczytuję je wszystkie od tygodnia – porządną recenzję (porządnej książki) napiszę jak się wynurzę ze świata heroldów Valdemaru. Do usłyszenia!