sobota, 5 maja 2012

Miłość i tajemnica w włoskim stylu! (Małgorzata Yildirim, "Włoskie sekrety")

Czytanie książek nieznanych autorów jest dla mnie za każdym razem emocjonującą przygodą. Bardzo lubię też debiutanckie powieści i przyznaję, że czytam ich sporo. Oczywiście, wiąże się to także z ryzykiem, ale odkrywanie nowych, interesujących nazwisk jest zawsze bardzo ekscytujące, szczególnie jeśli mowa o polskich autorach. Na szczęście rozczarowania zdarzają się rzadko, a spotkania z debiutanckimi książkami zazwyczaj kończą się sukcesem. Tak było i w przypadku „Włoskich sekretów” Małgorzaty Yildirim, bardzo udanego debiutu, którego czytanie sprawiło mi sporo przyjemności!
Bohaterką i narratorką powieści jest Miranda, młoda mieszkanka Bostonu, która po śmierci ukochanej ciotki otrzymuje w spadku dom w włoskiej miejscowości Sorrento. Dość nieoczekiwanie dla siebie i swoich bliskich porzuca swą pracę i wyjeżdża do Włoch, gdzie nie tylko zaprzyjaźnia się z mieszkańcami miasta, ale i stara się dowiedzieć więcej o swojej ciotce, Agnes. Niestety, nie wszystko jest w Sorrento piękne i przyjazne, bo okazuje się, że komuś zależy na tym, by Miranda długo nie zagrzała tam miejsca...
Muszę przyznać, że „Włoskie sekrety” trafiły świetnie w mój obecny nastrój. Lubię dobre romanse, pełne pozytywnej energii i uroku książki o miłości, a powieść Małgorzaty Yildirim była właśnie takim bardzo wciągającym i dobrze napisanym czytadłem! Nie znam wielu dobrych polskich autorek romansów, ale jeśli miałabym ją porównać do innych pisarek, to na myśl przychodzi mi Nora Roberts, bardzo popularna autorka amerykańska, która w swoich powieściach łączy opowieści o poszukiwaniu miłości z elementami thrillera. Jej książki świetnie się czyta, a do tego potrafią one trzymać w napięciu. Podobnie było w przypadku „Włoskich sekretów”, gdzie obok romansu między Mirandą a poznanym w Sorrento Rafaelem, autorka rozwija też wątek rodzinnej tajemnicy, pojawia się też element niebezpieczeństwa, bo Mirandzie zaczynają się przytrafiać niemiłe przygody. Do tego autorce udało się stworzyć grono sympatycznych postaci, a pomimo to uniknąć zbytniego lukru. Uroku dodają też książce opisy włoskich dań i odwiedzanych przez bohaterów atrakcji turystycznych. Muszę przyznać, że nieco brakowało mi przepisów, ale właściwie nie jest to książka, do której takie przepisy by pasowały. Za to spodobały mi się krótkie, ale zachęcające wzmianki o zabytkach Neapolu i okolic. Zdziwiło mnie, że autorka (chociaż zna Włochy), nigdy nie była w Sorrento! Wydawało mi się, że jej opisy małego miasteczka były bardzo przekonujące.
Nie ukrywam, że „Włoskie sekrety” to typowo kobieca książka. Jej fabuła jest co prawda przewidywalna, a bohaterowie raczej typowi dla tego gatunku powieści (Rafe nieco irytował mnie swoim zachowaniem prawdziwego „macho”!), ale mimo tego uważam, że jest to bardzo udany debiut. Chętnie przeczytam kolejną powieść Yildirim, a „Włoskie sekrety” polecam tym, którzy chcą spędzić kilka godzin czytając dobrą książkę o miłości, która, chociaż niekoniecznie ich zaskoczy, na pewno pozostawi ich w dobrym humorze!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza