poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Krystyna Nepomucka - "Małżeństwo niedoskonałe"

Pierwszy raz sięgnęłam po „Małżeństwo niedoskonałe” Krystyny Nepomuckiej dawno temu, chyba jeszcze jako nastolatka, bo zachwalała mi ją moja mama. Zapamiętałam tylko pierwsze zdanie – ale któż by nie zapamiętał, skoro brzmiało: „Cnotę straciłam o piątej rano”? Co było dalej, jakoś mi zupełnie umknęło z pamięci, co jest dowodem na to, że niektóre książki muszą na nas po prostu poczekać... Ponownie przypomniałam sobie o autorce w tym roku, kiedy zaczęłam grzebać się w starociach, czyli poszukiwać książek, które nowościami nie są, a których czytanie dawno sobie już obiecywałam, bo słyszałam o nich same superlatywy. Obecnie stwierdzam, że będę musiała pożyczyć od mamy ciąg dalszy serii i może i kilka innych książek, bo mi apetyt na Nepomucką rośnie. 

Małżeństwo niedoskonałe” powstało (według źródeł internetowych) w 1945 roku jako opowieść w odcinkach publikowana w „Wiadomościach Londyńskich” pod tytułem „Romans z Busiem”, a po raz pierwszy wydano tę książkę dopiero w roku 1960. Powieść zdobyła ogromną popularność i zapoczątkowała sześciotomową sagę, wciąż cieszącą się popularnością wśród czytelników. 

Jeśli po książce Nepomuckiej spodziewacie się romantycznej opowieści o pięknej dziewczynie z dobrego domu, ale biednego skrzywdzonej przez los i obowiązkowego szczęśliwego zakończenia, czeka was rozczarowanie. Jest to co prawda opowieść o niedopasowanym i pełnym problemów życiu głównej bohaterki i jej nieudanym małżeństwie z ukochanym Busiem, ale nie ma nic wspólnego z ckliwymi romansami. Zamiast tego czytelnik dostaje w swoje ręce świetnie napisaną powieść obyczajową, która w jednej chwili pobudza do śmiechu, a za chwilę powoduje zniecierpliwienie przeraźliwą głupotą, lub obrzydliwością bohaterów. „Małżeństwo...” to tragikomedia, powieść obyczajowa, w której szpetota biedy pokazana jest z naturalistyczną drobiazgowością, brzydota ludzi, ta wewnętrzna i ta zewnętrzna, w niczym jej nie ustępuje, a wszystko to przyprawione jest satyryczną nutą, dzięki której książka nabiera szczególnego smaczku i traci patetyczny wydźwięk.

Perypetie bezimiennej narratorki (jakoś nie zauważyłam, żeby padło gdzieś jej imię?), zwanej przez męża i rodziców przeważnie „dzieckiem”, to kalejdoskop niespełnionych marzeń, zawiedzionych złudzeń i rozczarowań, których źródłem jest nie tylko mąż, ale też bliższa i dalsza rodzina. Główna bohaterka opowiada o swoim życiu, poszukiwaniu szczęściu i dobrobytu, po dziecięcemu obserwując świat wokół niej, z czasem bardziej dorosła, ale wciąż łatwowierna i naiwna. Autorka nie oszczędza zresztą swoich bohaterów – ojciec to pijak i uwodziciel, matka – pełnia niespełnionych ambicji, marząca o lepszym życiu i zadzierająca nosa przed jeszcze biedniejszymi sąsiadami. Do tego ciotki – jedna chorująca na solitera, inna często zmieniająca „przyszłych wujków”, jest i rodzina matki, składająca się przede wszystkim z leniów, obiboków i naciągaczy. Bohaterowie „Małżeństwa niedoskonałego” są pełni wad i przywar, a przy tym tak po dziecinnemu ufni w odmianę losu, w lepszą przyszłość, że czasem ich naiwność rozśmiesza do łez, a czasem jeży włos na głowie. 

Polecam „Małżeństwo niedoskonałe” jako odtrutkę na powieści pełne lukru i happy endów, dla tych, którzy mają ochotę na świetną powieść satyryczno-obyczajową, przy której można się zaśmiać, ale i zadumać.

17 komentarzy:

  1. uwielbiam całą serię, czytałaś wszystkie, czy tylko tę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie tylko tę, ale mama ma wszystkie, to chyba sobie je pożyczkę. Tylko najpierw muszę pokończyć te i inne pozaczynane książki, na przykład Stenogramy... Fajnie się czyta książki, o których wiele osób nie wie, czytać tę stare powieści, które dawno temu nam polecano i wreszcie się przekonać, czyli są dobre!

    OdpowiedzUsuń
  3. A to niespodzianka! Przechodziłam obok tej książki (całej serii) wiele razy i szczerze mówiąc do głowy mi nie przyszło, że to taka literatura. Wybieram się wkrótce do biblioteki i wypożyczę jak tylko znajdę ją na półce.
    pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam i mam nadzieję, że się spodoba...!

      Usuń
  4. CZytałam całość ładnych kilka lat temu, nawet posiadam:)Świetna seria! Na pewno dalsze tomy też Ci się spodobają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, bo się już nastawiam pozytywnie! A czytałaś inne książki autorki?

      Usuń
    2. Czytałam jeszcze "Obrączki ze słomy", jednak nie podobała mi się zbytnio, może przez temat,ale "Serafina i kochankowie" jest fajna:)
      A propos starych książek - może coś Fleszarowej-Muskat? Ostatnio wzanwiają. Kiedyś się zaczytywałam , wzruszałam, przeżywałam:)

      Usuń
  5. kilka razy już miałam czytać, ale coś mnie odciągało, może w końcu się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. bazyl fajnie o niej napisał, że to odtrutka na szykowne międzywojnie, jakie opisuje Koper. Zgadzam się w stu procentach!

      Usuń
  6. Zupełnie nie znam. Ale masz rację, że warto wracać do tych starych dobrych książek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tak dzięki Lirael i Kasi.eire zaczęłam czytać stare dobre książki... A tę serię zawsze polecała mi moja mama. Mama wie co dobre :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Całą serię czytałam już cztery razy i wiem, że znowu to zrobię. Twórczość pani Nepomuckiej jest wciągająca. Losy bohaterki-lekarki, której imienia nie znam (chyba nie zostało wymienione w całej serii)są świetnie opisane. Jej problemy ukazane z humorem. Uwielbiam serię niedoskonało-doskonałą. Szczerze polecam. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam na razie tylko pierwszą część. Ale na pewno chciałabym przeczytać wszystkie. Fajnie tak odkryć nowego autora!

      Usuń
  9. Uwielbiam tę serię. Okryłam w bibliotece już w wieku dość zaawansowanym :) ale wciągnęła mnie tak, że natychmiast odwiedziłam allegro i zapewniłam sobie własne egzemplarze. Które co jakiś czas sobie przypominam. Międzywojenna rzeczywistość istotnie znakomicie odmalowana, bez tego lukru, który pojawia się w publikowanych ostatnio pozycjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie czytałam tylko jedną... Dobra, mam ochotę na więcej, a jednak zawsze znajduje się coś ciekawszego. Ciekawe dlaczego... Zbyt dobrze odmalowana rzeczywistość może? Bez lukru, czy popitki, która ułatwi przełknięcie?

      Usuń
    2. Trzeba w to wsiaknąć raz a dobrze ;)

      Usuń
    3. No właśnie... Mam tak jakoś z wieloma seriami, zacznę, przeczytam pierwszą część i podoba mi się, ale jakoś nie spieszy mi się do czytania reszty...

      Usuń