Za nami tydzień intensywnego
zwiedzania, bardzo ciekawy, ale nieco męczący. W rezultacie udało mi się
przeczytać niewiele, a napisać jeszcze mniej. Przeczytałam kolejny
kryminał Agatki i książkę Katarzyny Michalak... Tylko dwie! To już mamie
idzie lepiej, przeczytała Lewandowskiego, "Pólnoc i południe", "Księdza
Rafała", a teraz czyta drugą książkę Grabskiego... Za to ja mam na
tapecie trzy książki... Czytam najnowszy kryminał Petera Robinsona,
"Before the Poison" (tym razem nie o inspektorze Banksie!), "Before the
Storm" Diane Chamberlain (polski tytuł "Prawo matki" - jak zwykle ma się
tak do oryginału jak kura do papryki) oraz kolejną Agatkę, "The Murder
at the Vicarage", czyli "Morderstwo na plebanii"... Oprócz tego ambitnie
wypożyczyłam z biblioteki Hollingursta, którego muszę szybko
przeczytać, bo kolejka... Zobaczymy, jak mi pójdzie... Pozdrawiam z
pogodnego (o dziwo) Londynu.
niedziela, 25 września 2011
wtorek, 20 września 2011
"Before I Go To Sleep" - SJ Watson
Christine, główna bohaterka powieści
„Before I Go To Sleep” SJ Watsona, każdego ranka na nowo uczy się
historii swojego życia. To, co najcenniejsze, jej wspomnienia, jest dla
niej niedostępne, kobieta codziennie poznaje na nowo prawdę o swoim
życiu, o swojej przeszłości. To nie życie, to właściwie egzystencja.
Tylko jej mąż, Ben, jest jak stały i trwały kompas wskazujący jej
kierunek. Co więc znaczają słowa znalezione na pierwszej stronie jej
dziennika, o którym przypomniał jej jak co rano doktor Nash – „Nie ufaj
Benowi”?
„Before I Go To Sleep” posiada wszystkie
składniki świetnego thrillera psychologicznego – bohaterkę, której
czytelnik może kibicować, odpowiednio duszną i gęsta od emocji atmosferę
i wciągającą od pierwszych stron historię, która prowadzi do
zaskakującego zakończenia. O ile do zaskakującego zakończenia mogłabym
się przyczepić, bo zaczęłam się po jakimś czasie domyślać, co szykuje
dla nas autor, to atmosfera pełna niepokoju i emocji udała się Watsonowi
świetnie. Czytając „Before I Go To Sleep” nie tylko przeżywałam wraz z
Christine jej smutek i poczucie zagubienia, ale i odczuwałam pewien
dyskomfort, zupełnie, jakby mi ktoś bezustannie zaglądał przez ramię.
Bardzo lubię, kiedy atmosfera książki nie daje mi spokoju, kiedy powieść
wciąga mnie i nie pozwala o sobie zapomnieć! Co jeszcze podobało mi się
w tej książce? Główna bohaterka i sposób poprowadzenia akcji – ponieważ
Christine co rano budzi się i nic nie pamięta, historia jest
opowiedziana przez szereg wpisów w jej dzienniku. Pomiędzy lekturą
dziennika a informacjami, jakie Christine otrzymuje od swojego męża,
Bena, Christine zauważa pewne niezgodności – komu jednak może wierzyć -
sobie, czy mężczyźnie, który na każdym kroku demonstruje swoją miłość do
niej? Ten dylemat właśnie jest motywem przewodnim książki – co jest
prawdą, a co fałszem? Komu może wierzyć kobieta, która nie pamięta, kto
jest jej przyjacielem?
„Before I Go To Sleep” w ciekawy sposób
wykorzystuje amnezję jako główny motyw książki. Jest to thriller, więc
nie ma tu nudnych fragmentów medycznych, sytuacja wytłumaczona jest w
prosty sposób, zamiast tego autor koncentruje się na ukazaniu, w jaki
sposób mogłaby postrzegać świat osoba cierpiąca na amnezję. Watson
napisał w krótkiej notatce, że książkę zainspirowały historie pacjentów z
amnezją, szczególnie ta Clive'a Wearinga, angielskiego muzykologa i
muzyka, opisana przez jego żonę w książce „Forever Today”. Według mnie,
autorowi udało się to prawie w stu procentach. Pomimo kilku fragmentów, w
których Watson postanawia pójść „na skróty”, Christine jest wiarygodną
bohaterką i czytelnik od początku czuje do niej sympatię. Oprócz tego
spodobała mi się końcówka książki, w której na szczęście Watson oparł
się pokusie tradycyjnego happy endu przez wielkie H, który
niejednokrotnie potrafi zaszkodzić książce, pozostawiając za to coś
niecoś w sferze domysłów i spekulacji.
Przeczytałam gdzieś, że prawa do
sfilmowania książki już zostały zakupione i zainteresowanie jest spore.
Mam nadzieję, że dzięki temu przetłumaczą książkę szybciej na polski!
Tymczasem polecam powieść po angielsku, mam nadzieję, że spodoba się wam
równie bardzo jak mnie.
niedziela, 18 września 2011
Dzisiaj czytam... (5)
Nie ma nic przyjemniejszego
niż spacer przedpołudniowy z mamą, zakończony wizytą w kawiarni. W
kawiarni zaś najlepiej zanurzyć się w głąbokim fotelu ze szklanką latte i
książką. Na przykład takim "Sklepikiem z niespodzianką" Katarzyny
Michalak (ja), albo "Elektrycznymi perłami" Konrada T. Lewandowskiego
(mama). W sam raz, żeby zabrać na spacer, poczytać, dopić kawę,
pospacerować dalej i wrócić do domu na obiad.
A co wy czytacie w niedzielne, leniwe popołudnie?
Pozdrawiam ze słonecznego Londynu!
A co wy czytacie w niedzielne, leniwe popołudnie?
Pozdrawiam ze słonecznego Londynu!
sobota, 17 września 2011
Polski stos
Melduję
posłusznie, że Ulubiona Mamusia przywiozła mi cztery nowe książki! (A
także kapcie, kubki, torcik wedlowski, rogale, chleb, soczki malinowe,
dżem i inne takie tam). W związku z tym pozwolę sobie zaprezentować nowe
zdobycze! Dodatkowo stos zasiliły nigdy wcześniej nie prezentowane, od
dawna obecne na półkach dwie wygrane książki, jeden niespodziewany
prezent i trzy zamówione pozycje.
Izabela Pietrzyk, „Babskie gadanie”
- przywieziona przez Mamunię „babska” powieść o byciu „tą trzecią”,
której akcja dzieje się w moim rodzimym mieście, Szczecinie.
Katarzyna Michalak, „Sklepik z niespodzianką. Bogusia”
- jak wyżej, też typowo babska i lekka książka, której opisy
przypomniały mi o powieściach Nory Roberts... Mam nadzieję, że spodoba
mi się jeszcze bardziej!
Dorota Berg, „Kudłata” - również jak wyżej. Jak widać, odczuwam wyraźny brak książek obyczajowo-kobieco-dowcipno-lekkich.
Elizabeth Gaskell , „Północ i południe” - niedawny niespodziewany prezent od tłumaczki, wspomniany tutaj.
Anna Fryczkowska, „Kobieta bez twarzy”
- książka zamówiona, przywieziona niedawno przez Padmę – kryminał,
który się wielu osobom spodobał. Oszczędzany dotychczas. Ale już chyba
niedługo.
Wiktor Hagen, „Długi weekend” - jak wyżej. Bo przecież „Granatowa krew” mi się bardzo podobała!
Hakan Nesser, „Człowiek bez psa” - jedyny przywieziony przez Padmę kryminał już przeczytany.
Paweł Jaszczuk, „Plan Sary”
- kolejny kryminał, otrzymany od Skarletki, który wieki temu został do
mnie wysłany i po licznych przygodach wreszcie do mnie dotarł,
przywieziony przez niezawodną Mamunię.
Dawid Rosenbaum, „Zapachy miast”
- książka wygrana daaaawno temu u Prowincjonalnej Nauczycielki (również
przybyła z przygodami) - podróż przez najpiękniejsze zakątki świata
poprzez zmysł węchu...
PLUS jedna książka, której zapomniałam na stosie umieścić!
„Czerwona sofa” Michelle Lesbre, prezent od Padmy, otrzymany również wieki temu. Zupełnie nie znana mi autorka francuska, a książka o podróży i rozmyślaniu.
W razie gdyby ktoś się zastanawiał, po
co mi nowe, dlaczego mam tyle książek nie przeczytanych, to melduję
posłusznie, że polskie książki sobie po prostu OSZCZĘDZAM. Żeby mi nie
zabrakło... A do tego wszystkie te dobra narobiły mi apetytu na kolejne
zakupy w Merlinie. Tak więc do zobaczenia przy kolejnym stosiku!
środa, 14 września 2011
"Five Little Pigs" ("Pięć małych świnek") - Agatha Christie
"Pięć małych świnek"
znam. Kiedyś wysłuchałam tej książki na kasetach, czytanej (chyba) przez
Andrzeja Albrechta. Świetnie się jej słuchało przy wyszywaniu wzoru
krzyżykowego! Było to jednak tak dawno, że niewiele pamiętałam, więc
książka była idealnym przerywnikiem i odpoczynkiem pomiędzy nowymi i
nieznanymi powieściami....
Hercules Poirot –
niziutki, jajogłowy Belg, posiadacz wypielęgnowanych wąsów - to jeden z
moich ulubionych detektywów... Muszę się przyznać, że jest on moim
ulubieńcem nie tylko dlatego, iż po mistrzowsku wykorzystuje swoje
„małe, szare komórki”, ale także ze względu na jego wspaniale rozwinięte
ego, poczucie własnej wyższości oraz obsesyjne zamiłowanie do porządku.
A także wąsy. Równie wspaniałe i obsesyjnie pielęgnowane. W tej książce
Poirot pojawia się właściwie jako drugorzędny charakter. Historia
opowiedziana w „Pięciu małych świnkach” koncentruje się na morderstwie
znanego malarza, Amyasa Crale'a, za którą to zbrodnię została skazana
jego żona, Caroline Crale ... Pomimo iż Caroline pojawia się tylko we
wspomnieniach i opowieściach innych postaci, to ona jest prawdziwą
bohaterką tego kryminału. Poirot na prośbę jej córki próbuje odkryć, kto
tak naprawdę otruł Amyasa, ale tym razem zadanie wcale nie jest łatwe.
Caroline Crale nie żyje, a od zabójstwa upłynęło już szesnaście lat. Co
jednak mają do powiedzenia świadkowie tych wydarzeń? Pięcioro świadków,
jak pięć małych świnek w angielskiej rymowance dla dzieci, każde z nich w
innej sytuacji życiowej, rekonstruują na życzenie detektywa wydarzenia z
tamtych dni.
Można kręcić nosem, że
kryminały Christie są do siebie zbyt podobne, pisane według podobnego
schematu, że bohaterowie są również schematyczni... A jednak Agatha
Christie jest jedną najpoczytniejszych autorek na świecie, jej książki
są tłumaczone na dziesiątki języków, powstają na ich podstawie filmy i
przedstawienia... Pomimo pewnego schematu jej kryminały są za każdym
razem nieco odmienne, pełne zawiłych tropów, mylących śladów i
przebiegłych chwytów, zawsze jednak wiarygodne i zgrabnie wytłumaczone.
Autorka nieraz wodzi czytelnika za nos, a kiedy wydaje nam się, że znamy
zakończenie, nadchodzi zaskakująca konkluzja, nieoczekiwany zwrot,
który pozostawia wyżej wspomnianego czytelnika w osłupieniu... Poza tym
bohaterowie jej powieści są świetnie zarysowani, a emocje, jakie nimi
powodują – zawiść, zazdrość, nienawiść, miłość, pożądanie – są dobrze
nam znane, świetnie opisane i w stu procentach trafne.
Przyznaję się od razu,
mnie Christie zaskakuje za każdym razem. Być może dlatego w moich oczach
nie ma sobie równych. Nie wiem, czy znajdą się tacy, którzy jeszcze
żadnych kryminałów Agathy Christie nie czytali, ale na wszelki wypadek
zachęcam wszystkich bez wyjątku. Dajcie się uwieść królowej kryminału i
jej wspaniałym książkom.
sobota, 10 września 2011
Dzisiaj czytam... (4)
Dzisiaj czytam, a właściwie
już kończę, "Before I Go To Sleep" SJ Watsona. Świetny, wciągający
psychologiczny thriller, który byłabym przegapiła w księgarniach, gdyby
nie recenzja Moniki z Kroniki błękitnej biblioteczki. A zaraz po skończeniu zabieram się za jakąś Agatkę. Christie, ma się rozumieć.
Mam nadzieję, że chociaż wam czytanie książek idzie szybciej niż mnie...
Mam nadzieję, że chociaż wam czytanie książek idzie szybciej niż mnie...
wtorek, 6 września 2011
Man Booker 2011 - finaliści
Jury wybrało i ogłosiło
dzisiaj szóstkę finalistów Man Booker Prize 2011. Największa
niespodzianka? Zabrakło w tej grupie Hollinghursta, mocno obstawianego
przez bukmacherów. Są za to dwaj debiutanci - Stephen Kelman („Pigeon English”) i AD Miller („Snowdrops”, czyli „Przebiśniegi”, już niedługo w polskich księgarniach), a także Julian Barnes („The Sense of an Ending”), który w finale znalazł się po raz czwarty, oraz Carol Birch („Jamrach's Menagerie”), która była też nominowana do tej nagrody w 2003, ale w finale się nie znalazła. Dwa pozostałe nazwiska to Kanadyjczycy: Esi Edugyan („Half Blood Brothers”) i Patrick deWitt („The Sisters Brothers”).
Gdybyście chcieli się
założyć, kto 18 października zostanie ogłoszony zwycięzcą, oto jak
przedstawiają się na chwilę obecną zakłady w dwóch największych
bukmacherskich firmach w Wielkiej Brytanii:
Ladbrokes:
Julian Barnes, The Sense of an Ending - 13/8
Carol Birch, Jamrach's Menagerie - 7/2
AD Miller, Snowdrops - 7/2
Stephen Kelman, Pigeon English - 9/2
Esi Edugyan, Half Blood Blues - 13/2
Patrick de Witt, The Sisters Brothers - 8/1
Carol Birch, Jamrach's Menagerie - 7/2
AD Miller, Snowdrops - 7/2
Stephen Kelman, Pigeon English - 9/2
Esi Edugyan, Half Blood Blues - 13/2
Patrick de Witt, The Sisters Brothers - 8/1
William Hill:
Julian Barnes, The Sense of an Ending - 6/4
Carol Birch, Jamrach's Menagerie - 7/2
AD Miller, Snowdrops - 5/1
Esi Edugyan, Half Blood Blues - 6/1
Stephen Kelman, Pigeon English - 6/1
Patrick de Witt, The Sisters Brothers - 7/1
Carol Birch, Jamrach's Menagerie - 7/2
AD Miller, Snowdrops - 5/1
Esi Edugyan, Half Blood Blues - 6/1
Stephen Kelman, Pigeon English - 6/1
Patrick de Witt, The Sisters Brothers - 7/1
Jeśli chodzi o mnie, to dwie książki z tej listy leżą sobie spokojnie na półce. Reszta mnie jakoś mało interesuje...
poniedziałek, 5 września 2011
"Breaking the Silence" - Diane Chamberlain
Już po raz drugi Diane
Chamberlain zabrała mnie w podróż po meandrach ludzkich losów. Życie
Laury Brandon zostaje postawione do góry nogami, a bohaterka postawiona
przed trudnymi wyborami. Emma, jej pięcioletnia córeczka, była świadkiem
samobójstwa swojego ojca i od tej pory nie odezwała się ani słowem.
Zrozpaczona Laura próbuje odkryć przyczynę jej milczenia i zrozumieć,
dlaczego jej mąż odebrał sobie życie. Ma nadzieję, że sekrety, które
wyjdą na światło dzienne, pomogą jej córce uporać się z przeżywanym
dramatem. Do tej pory Laura myślała, że jej małżeństwo było udane i
pełne harmonii, ale kto może przewidzieć, co uda jej się odkryć?
„Breaking the Silence” Diane Chamberlain
to trzymająca w napięciu i pełna niespodzianek powieść. Nie tylko czyta
się tę książkę w narastającym napięciu, ale i skupia się ona na kilku
ciekawych kwestiach. Wśród problemów poruszanych przez autorkę znalazły
się choroba Altzheimera, wybiórczy mutyzm, samobójstwo, pranie mózgu i
szokujące eksperymenty, które przeprowadzano w niektórych amerykańskich
szpitalach psychiatrycznych w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Co
najważniejsze, książka wcale nie jest „przeładowana”, wszystkie te
wątki świetnie ze sobą współgrają, wiążąc się w arcyciekawą historię.
Laura jest interesującą
postacią, pewną siebie, gdy mowa o jej karierze i pasji, astronomii, ale
zagubioną i pełną wątpliwości, jeśli chodzi o sprawy prywatne. Jej
uporządkowane na pozór życie rozsypuje się jak domek z kart – najpierw
umiera jej ojciec, potem jej mąż popełnia samobójstwo. Jej córka z
żywego, ciekawego świata i gadatliwego dziecka zmienia się w milczącą,
przestraszoną i nerwową dziewczynkę. Życie Laury rozpada się niemal na
oczach czytelnika, postać zmienia się i ewoluuje wraz z rozwojem fabuły.
Pojawia się też w książce wątek romansowy, ale na szczęście jest tak
delikatnie i subtelnie poprowadzony, że nie przytłacza i nie dominuje
fabuły.
Wraz z Laurą czytelnik
poznaje również krok po kroku historię życia jeszcze innej zagadkowej
postaci. Sarah Tolley, kobieta, która cierpi na zaburzenia pamięci
będące objawem choroby Altzheimera, która żyje przeszłością, snuje swoją
fascynującą opowieść niespiesznie, ale jej przejmujące wspomnienia
tworzą ważny wątek powieści. Autorka w intrygujący sposób wiąże
poszczególne wątki, zaskakując czytelnika na każdym kroku.
W całej historii zastanawia mnie tylko jeden szczegół, który osoby, które nie chcą zepsuć sobie lektury tej książki powinny teraz ominąć - SPOILER ALERT!!!–
czy to możliwe, żeby dwuletnie dziecko, oddane na wychowanie obcym
ludziom nie miało żadnych wspomnień z poprzedniego życia, żeby nie
odbiło się to w jakiś (chociażby najmniejszy) sposób na jego późniejszym
życiu? KONIEC SPOILERÓW! Nie znam się na psychologii, tym bardziej psychologii dziecięcej, ale ten jeden szczegół mi w całej tej historii „nie zagrał”.
Jak już poprzednio
wspomniałam, pisarstwo Diane Chamberlain przypomina mi powieści Jodi
Picoult, ale póki co książki Chamberlain nie są tak naładowane
emocjonalnie jak Picoult, nie są też tak kontrowersyjne, omijają (jak na
razie) ławy sądowe, są znacznie spokojniejsze, co nie znaczy, że mniej
ciekawe. Wydawcy książek Chamberlain nie pozostawiają niczego
przypadkowi – okładki obu serii są podobne, a do tego widnieje na nich
nazwisko Picoult, które ma przyciągnąć czytelników. Mnie przyciągać nie
trzeba – na pewno sięgnę po następne powieści tej autorki. Zachęcam też
potencjalnych czytelników – Diane Chamberlain to utalentowana autorka,
którą warto poznać.
niedziela, 4 września 2011
Dzisiaj czytam... (3)
Dziś czytam "Breaking the Silence" Diane Chamberlain!
Za oknem pogoda zachęcająca do
pozostania w domu,najlepiej z kubkiem herbaty i jakimiś ciasteczkami na
przegryzkę, a co najważniejsze, z wciągającą książką. Chamberlain to
moje najnowsze odkrycie, po przeczytaniu jej "The Midfife's Confession"
zdecydowanie mam ochotę na więcej. Jej książki są podobne do powieści
Jodi Picoult, tylko bez sądowych potyczek. Jest w nich za to dramat,
napięcie, interesujące wątki, a problemy z którymi muszą się zmierzyć
bohaterowie nie należą do łatwych. "Breaking the Storm" to historia o
sekretach na pozór szczęśliwej rodziny, które musi odkryć główna
bohaterka, Laura, by pomóc swojej córeczce pogodzić się z samobójstwem
jej ojca.
Dla tych, którzy by chcieli przeczytać
książki Diane Chamberlain, mam dobrą nowinę. Już na dniach ukaże się po
polsku jej powieść "Kłamstwa" ("The Lies We Told").
A co wy czytacie dzisiaj? Czy
skończyliście już książki zaczęte w ubiegły weekend? Czy macie jakieś
interesujące plany czytelnicze na nadchodzący tydzień? Zauważyłam, że na
niektórych blogach pojawiają się regularne dni z klasyką - co o tym
sądzicie?
Zapraszam również do dzielenia się swoimi przemyśleniami na facebookowej stronie.
Do usłyszenia!
sobota, 3 września 2011
"Outside The Ordinary World" Dori Ostermiller
„Outside The Ordinary
World” to ciekawy debiut amerykańskiej autorki Dori Ostermiller.
Przeczytałam tę książkę z przyjemnością, chociaż czasem bez specjalnego
zaangażowania. Może dlatego, że dylematy przeżywane przez główną
bohaterkę wydały mi się bardzo odległe..? Nie mam dzieci, nie jestem
mężatką i jakoś nie potrafiłam się z rozterkami dorosłej bohaterki
utożsamić. Za to historia jej dzieciństwa była zdecydowanie bardziej
wciągająca. Była też nieco bardziej mroczna i momentami raczej smutna,
poruszająca całą gamę problemów i emocjonujących rozterek – bohaterowie
borykają się z niewiernością, przemocą i odrzuceniem. Poznajemy historię
Sylvii, dowiadujemy się o sekretach, które miały destrukcyjny wpływ na
jej późniejsze życie.
Ostermiller napisała
książkę pełną znaczących motywów. Wiele jej fragmentów można
interpretować jako metafory – labirynt, który stworzył Tai, kochanek
Sylvii, pożary, które wybuchają regularnie w Californii... Bardzo ważnym
elementem w książce jest dom – Sylvia i jej mąż, Nathan, remontują
stary dom, który początkowo był ich wspólnym marzeniem, a po jakimś
czasie staje się kością niezgody, Sylvia wciąż nazywa idylliczną
posiadłość swoich dziadków swoich domem, nawet jako dorosła kobieta.
Bohaterka czuje się wykorzeniona, poszukuje swojego miejsca na ziemi i
„kotwicy”, którą staje się dla niej jej mąż.
Przeczytajcie „Outside
The Ordinary World” jeśli interesuje was to, w jaki sposób nasze
doświadczenia z dzieciństwa wpływają na wybory jakie podejmujemy w
dorosłym życiu – czy Sylvia, która obiecywała sobie, że nie będzie taka,
jak jej matka, mimo wszystko jest „predysponowana” do niewierności? Czy
jej zachowanie będzie miało też wpływ na jej córki? Książka opowiada
też o relacjach między matkami a córkami, o małżeństwach – zarówno tych,
które potrafią przetrwać problemy, a czasem i poważne dramaty, a także
te, które skąd od początku skazane na niepowodzenie... Tak, czytelnicy
powinni znaleźć w tej powieści wiele interesujących wątków.
Mnie książka Ostermiller
przypomniała o przeczytanej dawno temu i do tej pory wspominanej
powieści "Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya" Rebecki
Wells i o zaczętej kiedyś (ale na razie nie skończonej) książce "The
Ladies Lending Library" Janice Kulyk Keefer. Co po raz kolejny
udowadnia, że lubię podobne motywy... Przewidywalne? Cóż! Lubię znajome,
swojskie klimaty... A jeśli Dori Ostermiller napisze kolejną powieść,
na pewno ją przeczytam.
Przy okazji przepraszam za milczenie,
ale zaczęłam jeździć do pracy rowerem – dobre dla zdrowia, rujnujące dla
mojego nałogu. Horror. Czasu na czytanie mam jeszcze mniej niż zwykle, a
książek, które chcę przeczytać, jak zwykle przebywa. Ech.. A jeśli
zastanawiacie się, co dzisiaj czytam – zapraszam jutro do podzielenia
się tytułami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)