Rozczaruje się ten, kto będzie oczekiwał
po „Kobiecie w czerni” mrożącej krew w żyłach historii. Historia
opowiedziana przez Hill jest prosta, i właściwie można ją streścić w
kilku zdaniach – oto młody notariusz, Arthur Kipps, zostaje przysłany z
Londynu, by uporządkować dokumenty zmarłej pani Drablow, mieszkanki
samotnego domu na moczarach. Na pogrzebie zauważa tajemniczą kobietę,
spowitą w żałobną czerń – jednak nikt z mieszkańców Crythin Gifford nie
chce o niej rozmawiać... Prosta historia, ale Susan Hill opowiada ją w
mistrzowski sposób – stopniowo budując napięcie, powoli prowadząc
swojego bohatera (a wraz z nim czytelnika) przez różne stany emocjonalne
– ciekawość, zaniepokojenie, niepokój, przerażenie... To napięcie, w
jakim tkwi bohater, ani na chwilę nie słabnie. Autorka podtrzymuje
ciekawość czytelnika, stopniowo odkrywając przed nim tajemnice Domu i
jego mieszkańców, do ostatnich stron trzymając go w niepewności.
Dodatkowym atutem książki jest piękny,
sugestywny język i niezwykle plastyczne opisy. Już same nazwy miejsc w
tej powieści wywołują dreszcze – Ławica Dziewięciu Topielców (Nine Lives
Causeway), Dom na Węgorzowych Moczarach (Eel Marsh House)... Jedno jest
pewne, ta książka zapada w pamięć, nie da jej się łatwo zapomnieć.
Jeśli macie ochotę na wciągającą, niepokojącą powieść grozy –
przeczytajcie powieść Susan Hill. Wraz z Arthurem Kippsem odkryjcie
tajemnicę kobiety w czerni.
Jak
zapewne wiecie, na podstawie książki powstał film z Danielem Radcliffem w
roli głównej. Zwykle filmowe adaptacje książek mnie nie interesują, ale
czyż ten zwiastun nie jest fantastycznie atmosferyczny? Kiedy go
oglądam, przechodzą mnie dreszcze!